czwartek, 24 października 2013

Wabik na kolibry.


 Już była najwyższa pora aby poszukać noclegu. p. jak zwykle wcześniej wyszukał pole namiotowe nad wodą i właśnie tam podążaliśmy. Widoczny na mapie kemping nad samym jeziorem wydawał się bardzo odpowiednim miejscem na nocleg. Z zadowoleniem przywitałam perspektywę wieczornego relaksu w atrakcyjnym miejscu. Nasze wyobrażenia wybujałej fantazji zderzyły się z widokiem który lekko ostudził nasz zapał. Rysujący się w oddali półwysep z namiotami przedstawiał żałosny widok. Ani jednej roślinki nie mówiąc już o drzewie w cieniu którego można by rozłożyć namiot. 
 - I co zostajemy tutaj? - Zapytałam bez cienia zadowolenia z wyboru dokonanego przez mojego przewodnika.  
- Eeee. Chyba nie bo bardzo, tutaj jest niewyobrażalnie ochydnie. - p. rozglądał się dookoła z mina wyraźnej niechęci do otaczających nas widoków. - Niby ładnie ale brzydko i niesympatycznie. - Stwierdził rozglądając się po pustynnych wzgórzach.
Objechaliśmy cały teren dookoła ze dwa razy i ze smutkiem stwierdziliśmy, że mkniemy dalej bo o kąpieli też nie było mowy ze względu na brudną wodę w jeziorze.
- To gdzie teraz? - Zapytałam z odcieniem zniecierpliwienia. Wiadomo, że to nie jego wina, że nam się nie podoba ale zawsze znajdowaliśmy miejsce które nas satysfakcjonowało na tyle, że byliśmy zadowoleni. - Może jakiś hotel? - Rzuciłam sugestie. 
- Tak oczywiście hotel albo motel od biedy a najlepiej Spa z błotnymi kąpielami i kołyszącym do snu łóżkiem. - Dlaczego dostaje mi się po głowie, przecież to nie moja wina, że tutaj tak byle jak. - Na takim zadupiu hotel. Też mi coś! Jedzmy dalej, może coś znajdziemy. - Ruszyłam w stronę asfaltowej wstęgi pozostawiając nieprzyjazne pole namiotowe. Gdybyśmy mieli naczepę kempingowa to moglibyśmy tu zostać bez największego problemu ale z namiotem to zupełnie inna sprawa. 
- Którą droga mam jechać? - Zupełnie wytracona z równowagi i niepewna dokąd mam jechać zapytałam bo przede mną widoczne było skrzyżowanie. 
- A ile dróg tutaj jest? - p. z nosem w mapie poprawiając zepsute okulary szukał wyjścia awaryjnego. - Jedna! To proste jak drut. Kontynuuj nasza podróż jakby nic się nie stało. 
- Ja widzę dwie drogi więc w która mam skręcić. 
- Coooo? - p. wyprostował się raptownie niedowierzając swemu zmysłowi słuchu. - Gdzie my jesteśmy? 
- A skąd ja mam wiedzieć, kazałeś jechać. - W sytuacjach gdy znajdujemy się w miejscach których nie ma na mapie zwykle jedziemy w lewo. Taka nasza reguła. Zwolniłam i przygotowałam się do skrętu w lewo. p. rozejrzał się szybko po okolicy spojrzał na mapę i jeszcze raz skontrolował otaczające nas góry i doliny pośród nich. 
- W prawo, oczywiście w prawo. Jedziemy w góry. - I znów nosem jeździł po mapie a ja tylko westchnęłam nad ciężkim losem kierowcy.
Zupełnie niedaleko był następny kemping ale jak wynikało z mapy pozbawiony atrakcyjności którą była kusząca woda. Pośród drzew w górach poczuliśmy się bardziej swojsko pomimo tego, że żadne z nas nie jest góralem. Mały kemping wciśnięty pomiędzy stok a strumyk nie tylko nam przypadł do gustu bo ludzi jakby więcej tutaj niż na poprzednim, zupełnie pustynnym.
  Po dokonaniu formalności czyli wypisaniu formularza meldunkowego i uiszczeniu opłaty za jedno-nocny pobyt rozpoczął się niespodziewany powietrzny spektakl. Do naczepy kempingowej obok nas, przyozdobionej kolorowymi pojemnikami z nektarem dla kolibrów ciągnęły nieskończonym potokiem te żarłoczne ptaki. Przelatywały nad naszymi głowami aby napić się słodyczy tuż za nami.
Skonstruowałam zatem wabik na kolibry aby na chwilkę zatrzymały się i u nas w swym szalonym locie. Kilka z nich dało się nabrać na sztuczny kwiat ale wieść o oszustwie prędko rozeszła się pośród ewentualnych zainteresowanych i więcej już ani jeden nie zatrzymał się aby sprawdzić ileż to nektaru zawierają okulary, kosmetyczka i apaszka. Poidełka u sąsiada ustawione były w tak niefortunnym miejscu, że nie widzieliśmy ich z naszego miejsca. Nie udało się nam zrobić ani jednego zdjęcia kolibra ale tym którzy chcieliby zapoznać się z tymi ptakami lub przypomnieć sobie nasze poprzednie z nimi spotkania to proszę kliknąć tutaj lub tutaj. Gdy słońce poszło spać i zapadł zmrok wraz z nim ustał głośny furkot malutkich skrzydeł kolibrów. My również szykowaliśmy się do snu aby kolejny dzień powitać bardzo wczesnym rankiem.

18 komentarzy:

  1. Taka podróż w "ciemno" przynosi wiele niespodzianek, niestety nie zawsze przyjemnych..
    A mimo to, sama lubię takie nie planowane wypady :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezeli chodzi o noclegi to nie jestesmy zbytnio wybredni bo gdy sytuacja tego wymaga spimy gdzie sie da. Tutaj mielismy wybor w odleglosci godziny jazdy ktorego wielokrotnie nam brakowalo i zostalismy w lepszym miejscu. Taki styl wakacyjnej wloczegi bardzo nam odpowiada bo mozna wiecej zobaczyc i byc w takich miejscach ktore hotelowi goscie omijaja z daleka:)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Szkoda, ze nie udalo Wam sie sfotografowac tych uroczych ptaszat, kolibrow nigdy za duzo.
    Dawno temu podrozowalam jako dziecko z rodzicami po Polsce z namiotem. O miejscach kempingowych mozna bylo tylko pomarzyc, wiec rozbijalismy obozowiska, gdzie sie dalo, byle woda byla w poblizu. Czesto korzystalismy z lak gospodarzy, u ktorych zaopatrywalismy sie w swieze mleko i inne produkta. Calkiem na zywiol, bez map i planow. Wszystko bylo panstwowe, wiec rozbijalismy namiot bez obawy, ze nas ktos przepedzi. Fajnie bylo. I wtedy jeszcze bezpiecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samych kolibrow to nam nie brakuje bo latem przylatuja nawet do naszych wiszacych koszy z kwiatami a w tym roku upodobaly sobie czerwono kwitnaca szalwie i codziennie sprawdzaly czy wypic cos sie da. Zdjec oczywiscie ciagle jest za malo te figlarne ptaki sa trudno uchwytne w locie ale nasze spotkania z nimi sa uwiecznione na blogu a wskazowki do postow powyzej.
      Czasy rozbijania namiotu na dziko rowniez wspominam z zalem bo jednak farmerow lepiej nie denerwowac swa niezapowiedziana wizyta.
      Jestem ciagle pelna nadziei, ze wroca takie czasy kiedy zwyklym ''dzien dobry'' powitasz blizniego w odleglym lesie nie chwytajac ukratkiem kolby pistoletu tkwiacym w kieszeni.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Nawet bez wabika, usiadlabym przy Was! Takie zdjecia i opisy przygod, lepsze od slodyczy wabika.
    Przyszla mi do glowy filozoficzna refleksja (az sie sama dziwie, ze weszlam na taki poziom intelektu!):
    - to chyba nie chodzi tylko o zdjecia i przygody, tylko o autorke, ktora w sposob szczery, dowcipny i ciekawy pokazuje swoj swiat! I na tym zakoncze, pozdrawiajac Barwnych Przewodnikow...:o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, ze towarzyszysz nam podczas kazdej wakacyjnej wyprawy bo juz dawno zadeklarowalas taka wole a w tym roku bylo ci wygodniej bo auto mielismy wieksze. Dla przyjaznej duszy zawsze znajdzie sie miejsce posrod nas i podzielimy sie kielbasa z ogniska gadajac dlugo w noc.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Witaj, Atanerko
    Podglądam Cię, chociaż nie zawsze komentuję. Twoje przygodą niekiedy mrożą krew w żyłach. Joasia ma rację, że ciekawie piszesz, z ikrą i dystansem. :Lubię Twoje wędrówki i pisanie o nich. Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Azalio, takie slowa z twoich ust pod moim adresem to wielkie wyroznienie, dziekuje. Okres wakacyjny jest tak nasycony przygodami i nowymi wrazeniami wiec staram sie je ciekawie opisac.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Wabik wyszedł Ci rewelacyjnie;) Szkoda, że nie udało Wam się sfotografować samych ptaszków. Jak widać czasem warto zboczyć z drogi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My nigdy nie trzymamy sie utartych szlakow i stawiamy na ahoj przygodo. Kolibry udalo nam sie juz kilkakrotnie sfotografowac a nie jest to latwe. W tym roku nawet odwiedzaly nasz mini ogrod ale niestety zanim chwycilam aparat w rece juz ich nie bylo.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. I znowu są emocje w Twoim opisie, co bardzo lubię u Ciebie. Pola namiotowa nie zawsze spełniają nasze wyobrażenie o nich i wtenczas najlepiej zrobić, to co Wy :). Nigdy nie widziałam kolibrów w naturze i pewno nie zobaczę, a uwielbiam te śliczne, malutkie, kolorowe ptaszki. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolibry przypisane sa do kontynentu amerykanskiego, w Europie czy Polsce ich nie uswiadczysz wiec bez podrozy za Ocean ich nie spotkasz.
      Juz nie raz najezdzilismy sie aby znalezc jakies inne miejsce do noclegu aby bylo milo i przyjemnie nawet gdy pozostajemy jedna noc.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Nie udało się tym razem, ale może w innych okolicznościach będziesz miała większą sposobność sfotografowania tych sympatycznych ptaszków! :_)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Az tak bardzo kolibrow mi nie brakuje bo co roku przylatuja do nas. Ciezko je sfotografowac bo skubance nie usiedza w jednym miejscu :)))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. slubny ciagle mnie wola zeby szybko przyjsc zobaczyc kolibry w ogrodzie i nigdy mi sie nie udalo ich przyuwazyc, albo ja zbyt wolna, albo one nie lubia widoku kobiet :) artdeco

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przyszlym roku powies poidelko przed oknem pokoju w ktorym spedzasz najwiecej czasu i juz masz spektakl zapewniony.
      Tylko nie zapomnij wlac nektaru. :):):)
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Uwielbiam takie niespodziewane przygody... Z mapa na kolanach lub w reku... W otoczeniu dzikiej przyrody, jedzac bulke z konserwa popijaną gorącą herbata z termosu...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od razu widac, ze prawdziwe podrozowanie nie jest ci obce. Podejmowanie decyzji na goraco i jej konsekwencje nadaja nawet zwyklej przygodzie przedsmak wielkiej wyprawy.
      Pozdrawiam:)

      Usuń