czwartek, 15 kwietnia 2010

Diabelska Wieza cz 3 i ostatnia

Prawie wszyscy podążający do Yellowstone ze wschodu zbaczają 30 mil od autostrady I-90 zaraz za granica z Poludniowa Dakota. My uciekliśmy z autostrady aby przenocować na polu namiotowym nad jeziorem. Są takie miejsca do których rzadko zagląda turysta. To nas nie dotyczy. Im dalej od utartych szlaków tym lepiej. Okazuje się, ze takie podejście do zwiedzania Ameryki to jak odnalezienie legendarnego Eldorado. Są perełki widokowe oddalone od autostrad i niewielu chce tam dojechać.
Tym razem trafiliśmy na skarb o nazwie Keyhole State Park. Podoba mi się organizacja pól namiotowych w Parkach Stanowych. Na terenie bedacym wlasnoscia stanu, pole namiotowe jest oddane w posiadanie turystów, wszystko polega na zaufaniu i uczciwości. Takie pole namiotowe daje ci miejsce na namiot, ognisko, cudowny widok, toaletę z papierem, czasami prysznic i śmiesznie mała opłatę. Wystarczy osiem kilometrów szutrowej drogi w bok autostrady aby oddalić się o dwieście od ludzi. Przy wjeździe do Parku Narodowego jest stojak z dokładną mapa parku i proste urządzenie do opłat. Pozwól czytelniku, ze wyjaśnię co i jak. Zawsze tam znajdziesz brązową kopertę w, która trzeba (powinieneś) włożyć czek lub gotówkę. Oplata od dziesięciu do pietnastu  dolarów. Gdy już zakleisz kopertę z oplata to wrzucasz ja do pojemnika i teraz jesteś pełnoprawnym użytkownikiem całego terenu Parku na jedna dobe. Proste i skuteczne. Oplata jest tak niska, ze z przyjemnością płacisz. Rolka papieru toaletowego kosztuje dolara. Na trzy osoby dziesiec dolarów to darmo. Na polu namiotowym jesteśmy sami. Ogromne jezioro, duże pole namiotowe i tylko my. Tak może wyglądać szkic dla pisarza, który chce opisać raj. Już chyba nie muszę szczegółowo opisywać co tam wyrabialiśmy. Wszystko co chcieliśmy. Adam i Ewa to szczeniaki przy nas. Kolacja z Ewa, kąpiel z Adamem a ognisko z aniołami. Niech zgrzeszę jak kłamie. Jakie mogą być granice gdy ich nie ma? Pragnę tam wrócić już dzisiaj. Woda czysta i przejrzysta, pływamy jakby to było pierwszy raz w życiu. Raz ja nurkuje aby uciec, raz p. wykonuje osiem obrotow i jednego zawijasa pod woda. Dzicz. Szalejemy, w końcu nie ma granic wolności i nie ma granic szaleństwa. Wszystko się miesza i czuje się szczęśliwa. Kolacja z ogniska to nasz nałóg. Już wiem, ze nie wrócę do domu, zostanę tutaj do końca życia. Nasze mokre ciała wysychają szybko bo jest ciepło, wilgotność powietrza prawie zero. Zachodzi słońce i teraz zaczyna się życie dorosłych. Gwiazd jest jakby sto razy więcej niż zwykle, świeca z podwójna intensywnością swego zimnego światła. Księżyc daje tajemnicze półcienie abyśmy nie zagubili się zupełnie. Dobrze, ze chociaż on zadbał o to. Zwariowaliśmy tej nocy do szpiku kości. Ognisko dopalało się z wolna i otaczająca ciemność położyła nas spać. Rano stwierdziłam kategorycznie, ze wymagam tego codziennie od dziś.
Z daleka widać najsłynniejszą skale w USA. To Devils Tower w stanie Wyoming. Napisano o niej tomy mądrych ksiąg, jest w każdym przewodniku. Wiedza o  niej wszyscy jest popularna pośród turystów jak dla wszystkich papier toaletowy. Warto zaliczyć jeszcze jedno dziwactwo natury stojące po środku prerii tak nie wiadomo po co. I tak jest chyba traktowana. To dziwactwo jest z każdego punktu widzenia dziwactwem. W osobliwy sposób skala ta skrystalizowała jak plaster miodu i wypiętrzyła się ponad otaczający ja lad. Musze przyznać, ze widok jej nie rzucił mnie na kolana. 
To właśnie tutaj kręcono film „Bliskie spotkanie trzeciego stopnia”.
 Widzieliśmy ja z daleka. Płasko dookoła i raptem na horyzoncie piętrzy się zarys mglisty i niezrozumiały. Preria jak stół i po środku skala. Zatrzymujemy się 20 mil od celu podroży na kempingu KOA. Prawie wszystkie miejsca zajęte ale jest jedno dla nas. Na uboczu, tak jak lubi p., ja tez wole być obserwatorem niż być obserwowana. Nigdy wcześniej nad tym się nie zastanawiałam ale wpływ p. utwierdził mnie, ze lepiej mieć wszystko na oku i być przygotowana na niespodzianki w obcym miejscu. Kiedyś się śmiałam z niego ale pewien indiański rezerwat potwierdził słuszność jego teorii. KOA to bardzo cywilizowane miejsce, dobrze zorganizowany kemping z pralnia, basenem i sklepem. Jeżeli mamy wybór to zatrzymujemy się właśnie na kempingach tej sieci.
Mamy najprostszy namiot na świecie, rozkłada się jak parasolka. Namiot sam się rozkłada, same nadmuchują się materace i wokół sama magia. Przy namiocie jest oczywiście ławka ze stołem i z tego miejsca obserwuje oddalona o kilka mil Diabelska Skale. Pisze "oczywiście" ponieważ każde wydzielone miejsce na namiot ma ławkę ze stołem oraz przygotowane palenisko na ognisko. To standard na kempingach i polach namiotowych. Tak zorganizowane miejsca ułatwiają życie w podroży. Dzisiaj już nie ruszamy się z miejsca, trochę odpoczynku nam nie zaszkodzi.
Gdy tylko zaczęłam się rozkoszować lenistwem przyszedł p. i zaproponował krotki wypad na polowanie z kamera. Zastanawiam się czemu ten człowiek nie posiedzi przez godzinkę ze mną. Zawsze „coś i gdzieś” jest wazniejsze i przewaznie wypatrzy cien drzewa albo polny kwiat i ciągnie mnie ze sobą aby ta chwila pozostala w mej pamieci. Łażenie pośród pokrzyw i ostów nie jest moim ukochanym sposobem na spędzanie wolnych chwil na łonie natury, dla p. to istny raj. Znalazł malownicza rzeczkę, która jednym brzegiem dotykała kempingu a drugim podmywała czerwona skale. Przy popołudniowym słońcu wydawała się jeszcze czerwieńsza, prawie ognista. Idę za przewodnikiem ale nie mam przyjemności z tego spaceru, co chwile jakiś badyl kluje mnie w nogę, osty, urocze owszem kluja jakby się na mnie uwzięły. Dystans pomiędzy nami się zwiększa i zastanawiam się czy p. ma skore jak skorupa żółwia. Każe mi się uśmiechać do zdjęć wśród nieznanych mi ale za to kolczastych krzewów i robi zdjęcia. Ciągle marudzi, ze mój uśmiech jest nienaturalny i pstryka kolejne dwadzieścia zdjęć. Jak ja mam być naturalna w tak nienaturalnych warunkach? 
Dalej nie idę, oświadczyłam kategorycznie, będę podrapana, pokluta i pogryziona nie idę i już. No dobrze, usłyszałam, wracamy i znów muszę się przedzierać przez chaszcze. Z miłego krótkiego spaceru stworzyła się droga przez mękę, jakie licho mnie podkosiło aby tam leźć. Chyba postradałam zmysły aby dobrowolnie pakować się w takie miejsca. Masz racje, usłyszałam, to miejsce z daleka wyglądało, dużo lepiej.
Po powrocie do naszej ławeczki obok namiotu obejrzeliśmy zdjęcia na podglądzie i ani jedno ze mną nie nadawało się do pokazania nawet zupełnie obcej osobie. Nastawienie psychiczne jednak odzwierciedla się na twarzy, widziałam to dokładnie. Ujęcia natury były o wiele lepsze.
Wiele osób robi parę zdjęć z parkingu i dalej w trasę. Warto choć na chwile przyjrzeć się bliżej tej osobliwej skale. Nie pamiętam czemu zatrzymalismy się na poboczu w drodze powrotnej.
Może ostatnie spojrzenie i zdjęcie z odległości a może coś innego. Wtedy zakochaliśmy się w pieskach preriowych.
A było w czym się zakochać. Na szlakach turystycznych dzikie zwierzęta czasami przestają być nieufne. Uparcie karmione przez turystów staja się niewolnikami łakoci i podchodzą na bardzo bliska odległość. Tak było i tutaj jak widać na zdjęciu.

10 komentarzy:

  1. Stany Zjednoczone są dla mnie jeszcze nie odkryte, ale za cel honoru postawiłem sobie, aby je zwiedzić! pieski preriowe wygladaja niesamowicie! Pozdrawiam.
    zapraszam - http://kick-run.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniałe wrażenia, tylko pozazdrościć. Nie wiem co się stało ze zdjęciami, ale chyba je wcięło. W każdym razie byłam pod wrażeniem jak to czytałam. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Dani Es, skoro postawiles sobie to za punkt honoru , to trzymam za slowo.Zycze Ci tego, USA to cudowny kraj dla ludzi ktorzy kochaja przygode, wiele wspanialych miejsc wartch obejrzenia.
    Pieski preriowe sa niesamowite, dla zarcia zrobia wszystko a jakie fotogeniczne, prawda?
    Zezarly nam caly worek precli i jeszcze im bylo malo.
    Dziekuje za zaproszenie, zaraz Cie odwiedze, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Rineczko kochana, zdjecia sa. Nie wiem dlaczego mialas problem, zeby je zobaczyc. Jak bedziesz w Karpaczu to koniecznie idz w to miejsce ktore opisalismy. Zawrot glowy to malo powiedziane, trzeba zobaczyc poczuc i szybko zwiewac bo mozna dostac pomieszania zmyslow.Caluje Cie i trzymam kciuki mam nadzieje , ze uda Ci sie odwiedzic Twojego Przyjaciela.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana, masz cudowny dar opowiadania... musisz byc przewodnikiem... a do Stanow jak sie uda za rok :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aniu, super. Moze uda nam sie spotkac.

    OdpowiedzUsuń
  7. Fantastyczny pomysł organizowania kilkuosobowych wycieczek. W Waszym towarzystwie każda suma zapłacona za taki wyjazd, będzie niczym!Przecież to przyjemne z pożytecznym. Od dzisiaj już mam o czym marzyć!
    Joter

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie sadze aby ktos normalny chcial z nami jechac na wakacje. Wbrew pozorom jestesmy nie do zniesienia, szczegolnie w czasie wakacji. Dlatego zawsze jezdzimy sami ze soba. Ataner

    OdpowiedzUsuń
  9. To znowu ja, ten czytacz twojego bloga. Uparlem sie i udowodnie sobie, ze przeczytam i zrozumie wszystko co napisalas. Chociaz bylismy w tych samych miejscach to ty widzisz je zupelnie inaczej niz ja. Jeszcze duzo musze sie nauczyc.

    OdpowiedzUsuń
  10. 247365 - Witaj czytaczu! Oj, ze zrozumieniem tego co mysle i pisze sama mam czasami klopoty.
    A nauczycielka ze mnie zadna !
    Milo, ze podazasz moimi sladami :)

    OdpowiedzUsuń