piątek, 2 kwietnia 2010

Uwaga góra wciąga cz 1

Co maja wspólnego Karpacz, Fruita i Wisconsin Dells zaraz opowiem. Każdy z nas pamięta jakieś cudowne widoki lub zdarzenia, które  wryły mu się w pamięć do końca życia. Przygoda na Mazurach, spacer plaza nad morzem albo widok z wysokich gór.  Nie wiemy jak wysoka jest góra pod którą stoimy lub jak wielkie jest morze jeżeli nie widać jego końca schowanego za horyzont. Wiemy jednak, ze maja swój początek i koniec. Nawet gdy spoglądamy w niebo to widzimy gwiazdy lub ich światło bo może dawno już nie istnieją, to wszystko jakoś da się poukładać w głowie.
Jak zwykle nasze auto jest wypchane różnościami koniecznie potrzebnymi aby przeżyć dwa tygodnie wakacji. Nie będę wymieniała co mamy w bagażniku i w środku pojazdu ale ograniczę się do tego, ze jak co roku zabieram za dużo rzeczy osobistych. Na początku gdy wybierałam się z p. na wakacje moje torby stanowiły 60% całego naszego wyposażenia razem z namiotem, materacami, lodówką itd. Nie zapomnę jak p. wysypał moje ciuchy na kanapę i posegregował bezczelnie co przydatne a co nie. Byłam oburzona, zdesperowana i wściekła. Jak mogę nie wziąć tej ukochanej apaszki na wakacje, przecież jest zupełnie inna niż te osiem pozostałych. Ta w kropki będzie mi pasowała do tej... Lodowaty wzrok p. zamroził mój język, byłam załamana. Tęsknym wzrokiem pożegnałam apaszkę i wiele innych niezbędnych rzeczy. Z trzech toreb zrobiła się jedna i do tego luźna. No dobrze będę chodziła nago, sam tego chciałeś. Gdy auto jest już zapakowane i widzę, ze miejsca dość dużo, dokonuje dramatycznych akcji zapominania czegoś ważnego i wracam się albo po kolejny kapelusz albo chociaż po bluzkę w kolorze seledynowym. Kapelusz na pewno się przyda bo nie mogę sobie twarzy opalać, bluzka natomiast podkreśli moja opaleniznę. Musze coś zawsze przemycić abym lepiej się czuła. Teraz wiem, ze zupełnie niepotrzebnie. P. zwykle macha ręką i nic już nie mówi, i tak wygrał ten pojedynek. Pocieszam się, ze to jednak remis.
Błądzimy gdzieś w Utah pomiędzy niedostępnymi górami, trasa wiedzie pośród malowniczych kanionów. Jesteśmy ciągle pod wrażeniem oglądanego dzisiaj Canyonlands National Park i najwyższy czas na zasłużony odpoczynek. Na mapie znalazłam pole kempingowe niedaleko miasta Fruita w Reef National Park, ponad godzinę jazdy kreta ale asfaltowa droga numer 24.
Oka nie mogę nacieszyć widokami, jestem pasażerem a później pilotem, czasami gdy p. nie wie w którą drogę skręcić dostaje opieprz za to, ze nie mam pojęcia gdzie się znajdujemy, zaczynam wtedy przewracać stronice atlasu danego stanu i jakoś dziwnie temperatura w samochodzie się podnosi choć klimatyzacja działa bez zarzutu.
Taka sytuacja kończy się tak, ze p. zdecydowanym ruchem wyjmuje atlas z moich rozdygotanych rak i po sekundzie wszystko wie, a nie trzeba było tak od samego początku? Wytracona z podziwiania widoków i sprowadzona na ziemie od razu zauważyłam, ze ''coś nie tak" z samochodem. Silnik wyje jakbyśmy jechali pod stroma gore. Jak wspomniałam wcześniej auto załadowane na maksa i nie dziwota, ze silnik ciężko pracuje jak się wspinamy ale teraz, teraz zjeżdżamy w dol a w dole jest mostek i płynie rzeczka. Spojrzałam na p. i napotkałam jego pytający wzrok. "Ta góra wciąga" usłyszałam cichy zdziwiony głos. Wciąga, no kurcze naprawdę wciąga. Zatrzymaliśmy się jakieś 100 metrów przed rzeczka, skrzynia biegów na "luz" i czekamy. Po chwili auto jedzie do tylu pod gore. Zatrzymaliśmy się i dokonaliśmy amatorskich pomiarów. Wylałam wodę na asfalt, stróżka płynęła pod gore a nie w dol do rzeki. Próba z piłką tenisowa ubawiła nas, bo odbijała się i wędrowała wbrew logice, pchnięta w dol powracała.
Czary, pomyślałam. Najlepszym dowodem, ze postradaliśmy zmysły był następujący przykład. Zawróciliśmy auto, teraz przód był skierowany pod gore, silnik wyłączony, kluczyk w stacyjce przekręcony tak by nie blokować kierownicy. Siedzimy w środku ja obsługuje kamerę aby wszystko było na filmie. Przed sobą mamy jakieś 500 metrów pod gore, auto zaczyna się ruszać. Z początku wolno się toczy, po chwili już jedziemy z prędkością 20 mil na godzinę, szybciej i szybciej, na szczycie mieliśmy 40 mil na godzinę czyli ponad 60 km/h. Teraz próba w dol, w połowie trasy z "górki" wyłączamy silnik i skrzynia biegów na luz, auto zwalnia, staje i rusza w przeciwnym kierunku. Powtórzyliśmy wszystko jeszcze raz aby upewnić się, ze z nami jest OK. Chyba nie bo zaczęła mnie bolec głowa i ból nasilał się z minuty na minute. Już miałam tego dość i poprosiłam o koniec eksperymentów. Wszystko wiemy i mamy nagrane. Chciałam odetchnąć ale jak się okazało nie zmrużyłam oka tej nocy. Okolica była ładna, soczysta zieleń iglastych drzew przeplatana brzozami, widok ten spowodował, ze na chwile zapomniałam o bólu głowy i cieszyłam się, ze będziemy spać w takim ładnym lesie. Miejsce na namiot znaleźliśmy jakieś dwa kilometry od dziwnej góry. Oprócz nas były jeszcze dwie rodziny, które już zadomowione na całego pałaszowały kolacje.

13 komentarzy:

  1. No i co? Rozgryzliscie tajemnice tej gory czy nie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiele sie jeszcze wydarzy ale rozgryzaniem zjawiska nie zajmowalismy sie wnikliwie. Dziekuje Ci za uwazne czytanie mojego postu i prosze o cierpliwosc. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. a niedźwiadków tam u Was nie ma? Chyba bym się bala tak w lesie spać... odważni jesteście!

    OdpowiedzUsuń
  4. Aniu, dziekuje za odwiedziny. Niedzwiadkow na szczescie nie bylo, ale inny "zwirz" nawiedzil pole camp. w nocy, o tym w nastepnym poscie.
    Aniu, mam pytanie. Czy nie bedziesz miala nic przeciwko temu, ze dodam Cie do moich ulubionych blogow.

    OdpowiedzUsuń
  5. A to ci zagadka. Ciekawa jestem cóż takiego powoduje, że tak się dzieje. No ja bym się bała. Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
  6. Błagam, nie daj długo czekać! Joter

    OdpowiedzUsuń
  7. Joter, Twoje pochwaly sprawiaja, ze moja proznosc siega zenitu. Kazdy lubi pochlebstwa ale to co Ty ze mna wyprawiasz sprawia, ze jestem Twoim niewolnikiem. Jezeli przestaniesz cieplo wyrazac sie o moim blobu, to natychmiast go zamkne.
    Podziwiam Cie, ze udalo Ci sie w jednym dniu przejsc przez moj caly blog i czuje sie prawie jak K.Grochola :) , dzieki Ci za to. Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Rinka, w drugiej czesci wszystko sie wyjasni (ale?- no wlasnie), rowniez cieplutko pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ola,oj bedzie nastepny post. Zastanawiam sie czy bedzie wyczerpujacy. Szkoda, ze nie potarafie zamiescic filmu. Film najlepiej by oddal to, co tam przezylismy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana Ataner, ja juz nie dam Ci spokoju, jestem tak zaciekawiona Waszymi przygodami, a wlasciwie to Waszym pisaniem o przygodach, ze zagladam do Ciebie z nadzieja, ze juz cos wstawiłas. Nie znaczy to, ze Cie popedzam. To znaczy, ze nie moge sie doczekac!
    Buziaki!Joter

    OdpowiedzUsuń
  11. Mialem podobna sytuacje w CA i o malo co nie zmoczylem bielizny.

    OdpowiedzUsuń
  12. 247365 - ja malo co nie dostalam pomieszania zmyslow. Nie wiem jak to jest po narkotykach ale tam mialam takie odloty, ze hej!

    OdpowiedzUsuń