sobota, 24 kwietnia 2010

XYZ odcinek Z

Z - jak zagadka
Koła zabuksowały na piaszczystej drodze prowadzącej do rezerwatu. Wreszcie na szlaku. Rzeczywiście trafić nie nie było łatwo nawet z otrzymanymi wskazówkami dojazdu. Pomni ostrzeżenia o rezerwacie i możliwym nieuprzejmym powitaniu przez tubylców, przezornie nie wysiadamy z auta. To chyba najbiedniejsze miejsce na świecie. Wzdłuż drogi domostwa chyba niezamieszkałe, jeżeli nawet ktos tam był to nikogo nie bylo widać. Przygnębiające wrażenie, jakby zaraz po kataklizmie. Cos podobnego widziałam w Georgii i Południowej Karolinie ale tam zawsze ktoś się kręcił wokół domów albo domopodobnych szalasow. Okolica jest ładna ale pierwszy plan psuje mi zupełnie nastrój. Nie mogę się pozbyć ze swoich myśli slow ochroniarzy, ze to nieprzyjazny teren. Musze przyznać, ze mieli racje odradzając nam ta trasę. Zabudowania się skończyły tak samo raptownie jak się ukazały. Koniec zamieszkałego terenu a przed nami tylko otwarta przestrzeń. Teraz zauważyłam niebo pokryte granatowymi chmurami. Bedzie lalo i to bardzo. Powinnam być bardziej rozsadna przy takim partnerze i zwracac uwage na to co mowia inni. Nie koniecznie wierzyc ale brac pod uwage, slepota zakochanej w moim p. może doprowadzic nas do zguby. Warto czasami posłuchać dobrej rady. Tylko nie wiadomo której bo dobrymi radami piekło jest brukowane. No nie jest tak źle aby nie mogło być gorzej skwitował p. i zatrzymał samochód. Dookoła jak okiem sięgnąć równina, daleko na horyzoncie góry a nad nimi chmury. Tak można pokrótce opisać co widziałam wokół nas. Przed nami natomiast zagadka, w lewo czy w prawo. Nasz GPS już dawno bladzi po białej przestrzeni bez skrawka drogi, na mapie tez nic nie widzimy podobnego. Droga jakaś jest ale na pewno nie ma tego rozwidlenia. Nie wiemy gdzie jesteśmy i chyba rezerwaty indiańskie nie są brane pod uwagę przy kreśleniu map USA. Musimy się zdecydować, nie wiadomo tylko jak dokonać wyboru? Zaczęłam "entliczek pętliczek..." ale to bez sensu bo ślepy traf będzie tak samo dobry jak przemyślana decyzja. Obie drogi, tak na oko, są tak samo wyjeżdżone i wybór bardziej uczęszczanej nie wchodzi w rachubę. Kompas i mapa może pomoc gdy jest skrzyżowanie "T" ale tutaj, każda z nich może skręcać w niepożądanym kierunku i zaprowadzić nas z powrotem do miasta. Przyjęłam chyba najlepsza postawę niewtrącania się bo nie mogłam niestety pomoc kierowcy. Każda z nich będzie dobra jak zaprowadzi do celu i każda będzie zła jak po dwóch godzinach jazdy skończy się w stepie. p. wypalił papierosa w tempie ekspresowym, Marlboro 100' palił się jak lont przy lasce dynamitu na dobrym starym westernie. Zrobiło się ciemno i pierwsze krople deszczu wyrwały nas z otępienia. Wybraliśmy prawa, ta przy której stal żółty znak. Polna droga powolutku zmieniała się w polna ścieżkę pełną dziur i kolein. Teraz zaczęło lać jak czasami na wiosnę gdy niebiosa zmywają strugani cały pozostawiony przez nas brud w czasie zimy. Uwielbiam deszcz i jego monotonne uderzenia w dach domu lub namiotu. Czuje się wtedy taka bezpieczna, może to niedorzeczne ale gdy tam na wyciągniecie reki wszystko jest mokre a ja jestem sucha i jest mi ciepło to właśnie takie mam odczucie, bezpieczeństwo. Pomimo, ze w samochodzie to uczucie bezpieczeństwa minęło tak szybko jak banka mydlana. Ulewa była tak silna, ze równie dobrze mogliśmy wyłączyć wycieraczki bo i tak nic nie było widać choć pracowały na najwyższych obrotach. Wysuszona gleba prerii nie wchłaniała wody i z początku malutkie kałuże zaczęły tworzyć na razie płytkie jeziorka. Jeżeli nie przestanie padać to nie będziemy widzieć drogi i zostaniemy tutaj na dłużej niż planowaliśmy. Już nie było horyzontu tylko ściana wody z lewej, z prawej, z tylu i z przodu. Gliniaste podłoże jeszcze nie rozmiękło i da się jechać ale nie będzie to trwało długo. Na rozmoczonej glinie nie mamy szans i ugrzęźniemy w jakieś koleinie (teraz już wiem skąd się wzięły). Zapięłam pasy, przeżegnałam się i zaczęłam obserwować kiedy rozleci się auto. Nie musieliśmy dyskutować co robić, każde z nas wyrzuciło z siebie nadmiar niecenzuralnych slow i silnik wkręcił się na maksymalne obroty. Jechaliśmy dużo szybciej niż nakazywał zdrowy rozsadek, zastanawiałam czy w takiej sytuacji istnieje zdrowy rozsadek. To była walka o przetrwanie a nie podroż. Cokolwiek było nieumocowane wewnątrz to zmieniło swe poprzednie miejsce. Ja trzymałam okulary i papierosy a dodatkowo sama siebie w fotelu. Jak to możliwe, ze jeszcze mamy kola i ciągle jedziemy. Woda zalewała drogę, miejscami mogliśmy się domyślać, ze po niej jedziemy. Nie wiem czy modliłam się o koniec deszczu czy o lepsza drogę, jedno jest pewne, ze zobaczyliśmy w oddali autostradę. p. uwziąwszy się aby zniszczyć nasze autko fruwał ponad dziurami rozbryzgując wodę szerokimi wachlarzami po obydwu stronach auta. Jeszcze chwile i zamienimy się w łódź wyścigową albo zalejemy silnik i zamienimy się w Titanica. Autostrada coraz bliżej i zaczyna kiełkować nadzieja, która szybko zaczęła więdnąć bo nasza droga zmieniła kierunek i biegnie teraz wzdłuż asfaltowego schronienia. Nie ma jak wjechać na autostradę bo nie ma wjazdu a na takim pustkowiu zdarzają się one rzadko. Teraz wyobraziłam sobie tragiczna wyprawę polarna, która nie osiąga celu oddalonego o 500 metrów. Pada tak, ze "autostrada stoi", nikt nie jedzie bo nic nie widać. Jak paradoksalnie i komicznie to musiało wyglądać z odległości. Na idealnie gładkiej powierzchni nikt się nie porusza a tuz obok szaleńcy, samobójcy podskakują na prerii przekraczając wszelkie granice tak zwanej normalności. Jak w końcu wjechaliśmy na asfalt to byłam tak zmaltretowana psychicznie, ze nie mogłam się cieszyć. Po godzinie przestało padać, słońce przedarło się przez granat na niebie i zatriumfowało cudowna podwójną tęczą.

6 komentarzy:

  1. Nie wiem czy to zbieżność nazw, czy Ty -Ataner to ta sama Ataner co ma bloga na interii?
    No i mam zagadkę, której rozgryźć nie mogę

    OdpowiedzUsuń
  2. Klarciu1975, to tylko zbieznosc nazw. Ja nie pisze na interii, zagadka rozwiazana.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za wiadomość

    OdpowiedzUsuń
  4. Wszystkie obejrzane przez Ciebie horrory, to pestka w porownaniu z tym co tu opisalas.
    Wstalam z lozka, poszlam szukac orzeszkow, bo tak sie zdenerwowalam.
    Nie wiadomo co robic w takiej sytuacji: wysiasc sie nie da, zawrocic nie mozna! Kurcze, dobrze, że P. jechal jak z napedem atomowym i to on okazal sie wybawca!
    Okropnie jeszcze zdenerwowana Joter

    OdpowiedzUsuń
  5. Joterku, prawdziwym wybawca byl sprawny samochod ale p. dal popis jazdy w trudnych warunkach (nie pierwszy i ostatni raz), przyznam sie skrycie ze po powrocie z wakacji auto poszlo do generalnego remontu. Zycie nie ma ceny. Pozdrawia troszke ubozsza Ataner.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przezorny zawsze wygrywa. Madre posuniecie niech decyzje podejmie p a potem dostanie nagrode albo bure. Przyznam sie, ze po wykonaniu pieciu obrotow z zamknietymi oczami i wyciagnieta reka przed siebie pojechal bym we wskazanym kierunku.

    OdpowiedzUsuń