piątek, 23 kwietnia 2010

XYZ odcinek Y

  Y - jak rozwidlajaca sie droga
Przy samych drzwiach usłyszałam ogłuszający huk. Rzuciłam krótkie spojrzenie w kierunku właścicielki latających spodków, to spadający kamień z jej serca narobił tyle hałasu. Teraz pośród sterty walających się papierów na biurku wydawała mi się lżejsza o zgubiony przed sekunda ciężar i ciągle oszołomiona nasza wreszcie zakończona wizyta. „13 posterunek” to nudna bajka w porównaniu z tym posterunkiem. Mundurowi wysłuchali nas uprzejmie i po chwili się zaczęło. A po co tam jedziecie, nie warto ta droga, tamta będzie lepsza i łatwiejsza a przede wszystkim szybsza. „Skoro podążacie do autostrady to ta droga jest najlepszym wyjściem” usłyszałam, ale ja tez już zaczęłam się denerwować bo nie po to tutaj przyjechaliśmy aby prawie u celu ulegać namowom. Wyglądało jakby chcieli się nas pozbyć. Policjanci nie mieli map i nie mogli nam pomoc. Skierowali nas do straży rezerwatu mówiąc, ze oni mają wszystko co nas zadowoli. W budynku obok przywitali nas znudzeni kolejni mundurowi. Khaki koszule jakieś naszywki i brązowe spodnie. Kolejne tłumaczenie gdzie, po co i dlaczego zaczęło mnie irytować. Gdybyśmy sami poszukali tej przeklętej drogi to pewnie byśmy ja w końcu znaleźli. Teraz już za późno, stoję i rozglądam się dookoła po biurze ochroniarzy. Chyba nie możemy narzekać na nadmiar urzędów w Polsce. Tutaj na 100 mieszkańców 89 pracuje w administracji. Może oni tez by się nas pozbyli ale p. dopiero się zawziął. Wyjął swój topograficzny atlas i wskazuje drogę, którą chcemy pojechać. Gadali i gadali aż nogi mnie zabolały. Nie mieli szans na pozbycie się natrętów. Widziałam p. jak wpija się pazurami w szyje wyższego i opowiadając, ze to właśnie nikt inny jak on najlepiej wie jak dojechać do naszego celu. Z uśmiechem i lekkim udawanym nieporadnie zakłopotaniem patrzył prosto w oczy grubszego, widziałam jak bezpardonowo karmi się jego dusza i wypija z niego krew jak zawodowy wampir. Ten wyższy oficer przyniósł wreszcie mapę i na pierwszy rzut oka widać była ze nasza to bazgroły przedszkolaka. Wojskowa mapa była tak dokładna, ze nieomal dostrzegłam na niej nasze auto. “Odradzam ta trasę” powiedział niższy i grubszy, jego siwe wąsy poruszały się jakby szybciej niż jego usta. Pewnie dlatego, ze były bardzo okazale i nienagannie ułożone. W rezerwacie nie jest bezpiecznie lepiej się nie zatrzymywać. Usłyszeliśmy, ze to nieprzyjazna okolica gdy obydwaj doszli do wniosku, ze nie są w stanie nas zniechęcić do podróżowania ta droga. Aha, dobrowolnie pakujemy się w paskudna sytuacje, mój przyklejony uśmiech nie był już tak radosny. Dlaczego nie wierzyć tubylcom, nikt lepiej jak funkcjonariusze ochrony rezerwatu nie zna plusów i minusów tej okolicy. Wiele razy słyszałam w innych miejscach, ze są kłopoty z Indianami. Powinniśmy wziąć to pod uwagę i może posłuchać dobrej rady. Było za późno na rozmyślania. Zauważyłam lekki niepokój w oczach  wasiastego i wyczytałam obawę, ze jak nam się „coś” przydarzy to zakłóci ono jego już zaplanowany wieczór. Bardzo dokładnie i wolno wytłumaczyli gdzie mamy skręcić bo drogowskazu nie ma i numeru drogi również. Poradzili abyśmy czym prędzej się zbierali bo robi się późno i pogoda nie jest za dobra. Upal jak na patelni, lekkie chmurki na niebie i jest dopiero po południu, żadnej grozy nie przeczuwałam. Zanotowali kto i gdzie che jechać, aż ciarki przeszły mi po plecach. To tak jakby już szykowali nam nagrobki.

3 komentarze:

  1. Ale powialo groza! Nawet to upalne popoludnie zapowiada niezla jazde!
    Troche wystraszona Joter

    OdpowiedzUsuń
  2. Joasku Kochana, groza to jest nic, to byla przezgroza ale do odwaznych swiat nalezy. Przekonalam sie, ze lepiej zalowac, ze sprobowalam niz zalowac ze nie sprobowalam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Indianie to wrzod na sumieniu Ameryki i na du.. zwyklych urzednikow wiec nie dziwie sie, ze nie chcieli pochwalic sie tak upokarzajacym widokiem.

    OdpowiedzUsuń