sobota, 10 kwietnia 2010

Uwaga góra wciąga - epilog.

Namiot stoi, spanie przygotowane a ja siedzę przez cały czas jak trup. To już nie migrena, o na pewno nie. Bez obcesowo mogę użyć powiedzenia, ze łeb mnie nap….ala. Łykałam prochy przeciwbólowe garściami ale bez skutku. Obręcze na głowie zaciskały się mocniej bez przerwy, teraz wiem co przeżywały wiedzmy za czasów inkwizycji zanim spalono je na stosie. Siedziałam i nie pamiętam o czym rozmawialiśmy i czy w ogóle nadawałam się do rozmowy. Noc spędziłam na wchodzeniu i wychodzeniu z namiotu. Polegiwałam w namiocie do momentu gdy wszystkie upiorne odgłosy lasu stawały się nieznośne. Słyszałam jakieś hałasy dużego zwierza obok namiotu albo mi się tak wydawało. Gdy ucichały wychodziłam na zewnątrz.
Trochę się dziwiłam, ze coś do nas podchodzi bo w namiocie nigdy nie trzymamy jedzenia aby nie kusić dzikich mieszkańców lasu. Tak postępują prawdziwi turyści w mało zaludnionych terenach. Nie mam na myśli mrówek, choć i one są ohydne, ale niedźwiedzie. Sa one bardzo niebezpieczne i jak wyniuchają kawałek kanapki w namiocie to bezpardonowo rozrywają namiot w poszukiwaniu jedzenia. Nieszczęście gotowe gdy oprócz kanapki w namiocie dodatkowo są ludzie. Cale nasze zapasy przed snem chowamy do samochodu, nawet śmieci w workach foliowych wkładamy do bagażnika. Jakoś nie pomyślałam, ze chociaż nie słyszę dziwnego szurania to stwor nie zniknął. Jeżeli nawet był w pobliżu to uciekał na mój widok bo pewnie wyglądałam tak jak się czułam. Z wykonywaniem czynności wcale się nie spieszyłam, czau miałam nadmiar. Wolno piłam wodę, którą popijałam coca-cola i zagryzałam tabletkami przeciwbólowymi. Robiłam to długo i precyzyjnie tak aby czymś się zająć i zapomnieć o dolegliwości. Promienie słońca zakończyły najdłuższą noc na świecie, przynajmniej dla mnie.
Przygotowałam kawę i po chwili p. wysunął się z namiotu. Druga filiżanka porannej dawki kofeiny trochę mnie rozruszała ale nie złagodziła ustawicznego, tępego bólu głowy. Inni tez już wstali i przedziwnie się zachowywali. Skakali jakby wokół swoich stołów i mówili podekscytowanymi glosami. Wyostrzyłam jednak słuch na ile mogłam i okazało się, ze coś im zżarło zapasy i strasznie narozrabiało. Spoglądali w moja stronę ukradkiem i gestykulowali jakby wskazując na mnie. I co niby ja zjadłam wasze jedzenie, pomyślałam sobie, przecież mam w żołądku chyba dwadzieścia jeszcze niestrawionych tabletek a na sama myśl o jedzeniu robi mi się niedobrze. To właśnie oni pierwsi zobaczyli nieproszonego gościa. Zupełnie niedaleko za moimi plecami pasł się bizon, duży bardzo dorodny samiec. Dzieliła nas jedynie barierka byle jakiego i nieszczelnego ogrodzenia. Od tego dnia potrójnie sprawdzam czy cale jedzenie jest dokładnie schowane. Wcale nie chciałam sobie wyobrażać mojego spotkania w nocy z bizonem ale p. wcale mi tego nie zaoszczędził. Usłyszałam po raz setny, ze na dzikim zachodzie są sprawdzone zasady i odstępować od nich nie warto. Oto przykład, tu wskazał na naszych sąsiadów, bezmózgowców i kompletnych idiotów. Było również dwieście określeń na zupełną bezmyślność ludzi, nie pomne wszystkich ale niektóre były bardzo trafne, to pamiętam. Na zakończenie usłyszałam, ze powinniśmy dziękować za bizona bo mógł to być np. niedźwiedź. Podziękowałam wszystkim duchom, które maja nas w swej opiece i postanowiłam zacząć się pakować do odjazdu. Minęło 15 minut od momentu opuszczenia pola namiotowego i raptem znów byłam sobą. Bol ustąpił jakby wyleciał przez otwarte okno pozostając za nami.
Mogłam już myśleć i wtedy przypomniałam sobie o podobnym miejscu w Wisconsin Dells. Tam tez jest takie miejsce gdzie wszystko jest na opak, nazywa się Wonder Spot. Jest to krotki odcinek zbocza gdzie przyciąganie ziemskie nie jest skierowane do środka Ziemi lecz gdzieś indziej i idziesz w takiej pozycji, ze powinnaś się przewrócić. Bardziej obrazowo, jak schodzisz, to w taki sposób, ze jesteś nienaturalnie przechylona do przodu. Czy to anomalia grawitacyjna czy inna nie wiem i nie będę teraz wydziwiała bo usłyszę, ze blondynka a zgrywa się na Einsteina. W Wisconsin Dells jest to tak mocne i widoczne, ze tracisz zmysły po kilku minutach i trzeba uciekać by nie zwariować doszczętnie. W Polsce jest tez takie cudo, w Karpaczu, wszyscy o tym tam wiedza i warto to obejrzeć. Paranoja w biały dzień i to bez narkotyków, totalny odlot za darmo.

7 komentarzy:

  1. Niesamowite miejsce!Niesamowite przygody!Szkoda, ze tak okropnie cierpialas. Cud, ze bizon nikogo nie skrzywdzil. Ja jestem odwazna w ekstremalnych okolicznosciach, ale przed niedzwiedziem, bizonem, gorylem to chyba bym ........panicznie sie boje!
    Caluje!

    OdpowiedzUsuń
  2. Joterku, witaj jako pierwsza.Mysle, ze to Ty napisalas?

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak przystało na anonimowego, zapomniałam się podpisać. Ale to ja taka odważna. Atanerku, ślicznie wychodzisz na zdjęciach, bo jesteś śliczna, kobieca, pełna ciepła.
    Joter

    OdpowiedzUsuń
  4. Joter, wiesz, ze jestem lasa na komplementy jak kazda kobieta. Gdy patrze w lustro to tej porazajacej urody nie widze ale p. mnie ciagle aprobuje, akceptuje i adoruje.

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak sobie myślę, że ten okropny ból głowy był spowodowany tym przyciąganiem. Nawet nie wiedziałam, że w Karpaczu też jest takie miejsce. Byłam tam tyle razy ale nie wiedziałam. Jak pojadę, wszak to nie daleko Wrocławia, to sama wypróbuję. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  6. Wcale sie nie przejmuj bo jak na nieEinsteina to i tak ci dobrze idzie z opisami paranormalnych zjawisk. Juz wciagniety po pachy czytam i czytam co jeszcze cie zaskoczy.

    OdpowiedzUsuń
  7. 247365 - zapomniales jeszcze dodac, ze jak na blondynke to juz rewelacja:)

    OdpowiedzUsuń