czwartek, 30 września 2010

Gacie na wieszaku czyli mężczyzna zorganizowany.

Nie nalezę do osób wyjątkowo pedantycznych, brudu nie cierpię ale lekki rozgardiasz wcale mi nie przeszkadza, wręcz przeciwnie czuje się wtedy bardziej domowo. Wylizane i wysterylizowane pomieszczenia przypominają mi szpital albo muzeum. Przed wyjazdem na wakacje każde z nas przygotowuje swoja listę rzeczy niezbędnych do zabrania. Potem porównujemy je i sporządzamy jedna główną i kilka pomocniczych jakby częściowych duplikatów do codziennego noszenia przy sobie. Na dwa tygodnie przed wyjazdem p. oznajmił dumnie, ze jest gotowy. Ja nawet nie pomyślałam jeszcze jakie ciuchy wezmę a on miał już wszystko wyprane i starannie ułożone na polce w szafie. Namioty i cały sprzęt kempingowy przejrzany i zmagazynowany w jednym miejscu. Do wyjazdu dwa dni a ja w zupełnym proszku. Teoretycznie wiedziałam co zabieram ale do wyjazdu jeszcze tyle czasu i nie ma pospiechu. Pierwszy wakacyjny nocleg pokazał cala prawdę o naszej pamięci. P. nie wziął maszynki do golenia ale piankę tak, razem zapomnieliśmy o „myjkach” pod prysznic i kilku drobnych mniej ważnych przedmiotach. Następnym razem wystarczy tylko jedna lista zatytułowana „To co zwykle zapominamy”, będzie o wiele łatwiej. Dobrze, ze nie pojechaliśmy na bezludna wyspę i sklepy dostępne były w zasięgu reki. Dokupiliśmy to co skleroza zatrzymała w domu i w pełni wyposażeni mogliśmy kontynuować nasze wakacje. Auto duże i wygodne ale zapchane dokumentnie. Nawet najstaranniej poukładane bluzki pogniotły się koncertowo. Po tygodniu zawitaliśmy do motelu i radością wyrzuciłam cala zawartość moich toreb na łóżko. Narobiłam takiego bałaganu, ze wydawało mi się, ze ktoś dorzucił zawartość przynajmniej jednej z nich. Trzeba przygotować ubranie na jutro a resztę znów do toreb. Pokój był bardzo mały i wpadłam na genialny pomysł aby to co na jutro powiesić na wieszakach. Uwinęłam się szybko i z wielka przyjemnością zniknęłam w łazience na dłuższą chwile. 
Umyta i odprężona weszłam do pokoju. Pokój ten sam ale jeden szczegół o mało co nie powalił mnie na podłogę. Mam te swoje parę lat i nie jedno już w życiu widziałam jednak majtki na wieszaku obok koszuli i spodni potrafiły mnie zadziwić. Postanowiłam podzielić się tym widokiem ze światem.

6 komentarzy:

  1. :) Majtki prezentują się znakomicie ;)
    O.

    OdpowiedzUsuń
  2. No ja w ten sposób suszyłam majtki Hultajstwa, ale dlatego, że były mokre i musiały wyschnąć zanim je wrzuciłam do worka z brudnymi rzeczami.

    Motylek

    OdpowiedzUsuń
  3. Wiesz co, mnie juz naprawde malo co zdziwi jesli o facetow chodzi, maja niezla wyobraznie, a moze jej brak? ale majtek na wieszaku faktycznie nie widzialam :))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziekuje Wam za komentarze. Ja juz nie mam nic wiecej do dodania na ten temat, rece opadaja.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rewelacja, od dzisiaj majtki na wieszaki! Juz to sobie wyobrazam!
    Rece niech nie opadaja, tylko bija brawo za niezle pomysly, bardzo nowatorskie!
    I bardzo mi sie podoba lista zazwyczaj zapominianych rzeczy. Tez wprowadze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Joter - uwierz mi na slowo, ze to jeden z wariackich pomyslow p., ktory dal sie opisac po ocenzurowaniu. Lista zapomnianych rzeczy nie jest opatentowana i zapraszam do skopiowania, pomaga.

    OdpowiedzUsuń