1

piątek, 17 września 2010

Las Vegas 2

...rozległą dolinę zalana światłem miliarda lamp. Auto zwolniło i delikatnie zjechało na pobocze. Czy sen może być bardziej nierealny niż rzeczywistość? Tak, oczywiście tylko w Las Vegas. Ktoś podciął mi struny głosowe bo ani jedno słowo nie wyrwało mi się z ust zakrytych dwoma moimi dłońmi aby serce ze mnie nie wyskoczyło. Jedno jest pewne, ze nie mrugałam przez piec minut. Gapiłam się na odległą pożogę doliny bo nie mogłam rozróżnić poszczególnych budynków lub ulic bezwstydnie pławiącego się w świetle miasta. Po prostu osłupiałam na widok światła a przecież już wcześniej widziałam żarówkę i znam efekt jej działania tylko nigdy nikt wcześniej nie włączył wszystkich wyprodukowanych żarówek na raz. Po chwili przyszło opamiętanie i udało mi się nakręcić kilka minut filmu. Nastał czas upragnionej wizyty w wymarzonym miejscu. Zachwyt nie mijał gdy zbliżaliśmy się do miasta. Wręcz przeciwnie, autostrada wchodzi prawie w centrum miasta i nowe duże  kasyna widać jak na dłoni. No trudno niech tak będzie, ze najpierw hotel a potem szaleństwo. Ze znalezieniem miejsca noclegowego nie było problemu bo Las Vegas nie może sobie pozwolić na odprawę z kwitkiem nawet jednego przybysza. Tu zawsze znajdziesz miejsce dla siebie jak przy wigilijnym stole. Po ekspresowej kąpieli i zmianie ciuchów ruszyliśmy po wielka wygrana. Pierwszym w moim życiu prawdziwym kasynem było MGM Grand. 
 Widok niekończącej się sali wypełnionej urządzeniami do wysysania pieniędzy przyprawił mnie o zawrót głowy. No cóż trzeba zacząć wygrywać pieniądze jak się jest właśnie tutaj. Tyle filmów pokazywało jak można wygrać miliony w kasynach i postanowiłam, ze ja tez wyjadę na wozie wypełnionym fortuna. Mała wygrana oczywiście nie wchodziła w rachubę i wcale o niej nie myślałam. Chciałam rozbić bank i tylko tyle i nic więcej. Trzymałam się p. bo dostałam gumowe nogi i nie mogłam kontrolować kolejnych kroków. Od kasjera po wymianie papierowych dolarów dostałam plastikowy garnuszek bez ucha wypełniony  ćwierćdolarówkami. Byłam szczęśliwa, ze już tyle mam i teraz tylko wystarczy wrzucać do maszyny, pociągnąć za wajchę i wygrywać, wygrywać bez końca.  

czwartek, 16 września 2010

Las Vegas 1

   Miałam o tym nigdy nie pisać bo bałam się takich wielkich tematów. Joter tak dala czadu z brzęczącymi monetami sypiącymi się strumieniem do rynienki jednorękiego bandyty, ze nie mam wyjścia. No i stało się, dzięki komentarzom ulegam.
Jechaliśmy z Arizony głęboką nocą w stronę Nevady, tam gdzie króluje Las Vegas. Przez pofalowana i skalistą pustynie zmierzaliśmy w stronę kolejnego punktu naszej wyprawy. Noc rozświetlana była tysiącem gwiazd na niebie i światłami mijających nas aut. Z otaczającej nas ciemności spoglądały na nas nagie, ostre skały pocięte przez autostradę, dalej tylko nieprzenikniona czerń. Czułam, ze jesteśmy niedaleko bo p. jakoś wiercił się w fotelu kierowcy i rosnące emocje już nie dały się ukrywać. Dużo zakrętów, podjazdów i zjazdów aż wreszcie teren się lekko wygładził. Wyjechaliśmy na otwarta przestrzeń i teren lekko pofalowany pozwolił na spojrzenie na rozgwieżdżony horyzont. Wiedziałam tyle, ze do Las Vegas musimy wjechać z północy i o północy. Usiłowałam wycisnąć z p. chociaż ciutke więcej ale jak z zeschłej cytryny nie wycisnęłam ani kropelki. 
- To już za chwilkę, przygotuj aparat fotograficzny i kamerę bo będzie co fotografować i nagrywać -  poinformował mnie p.. Jeżeli byłam zmęczona to teraz czułam się jak w południe i nic nie wskazywało na zbliżającą się dwunasta w nocy. Atmosfera podniecenia stawała się nieznośna i nie mogłam poprzestać na siedzeniu i oczekiwaniu nieznanego. Pytałam i pytałam bez końca. Chciałam wiedzieć jak to miasto wygląda i gdzie będziemy spać i czy na pewno pójdziemy od razu do kasyna. 
- Tego miasta nie da się opisać. - Marszcząc czoło skwitował p. - To trzeba zobaczyć i przeżyć.- Dodał jakby w zamyśleniu. Już od dawna wiedziałam, ze poślubiłam choleryka a tu raptem przy mnie siedzi anioł. Wyrozumiały jakiś i zupełnie nieznany osobnik. Niczego bardziej nie pragnęłam jak już tam być w tym szalonym mieście i patrzeć i patrzeć. Teraz wiem, ze całość została wspaniale przemyślana i przygotowana. Już od chwili jechaliśmy pod gore i w dali widziałam łunę wielkiego miasta. Wyciągałam szyje aby szybciej zobaczyć to co przed nami. 
- Przygotuj się bo tego widoku nigdy w życiu nie zapomnisz. -  Czułam, ze każda sekunda trwa lata lub wieki, kiedy w końcu wjedziemy na szczyt tego niekończącego się pagórka. Dzięki przemyślnym i dla mnie niezrozumiałym poczynaniom p. za nami nie było żadnego samochodu. Wjechaliśmy na szczyt i zobaczyłam...

sobota, 11 września 2010

10 ulubionych rzeczy

      Zabawa w dziesięć rzeczy, które najbardziej lubię zatacza coraz szersze kręgi. Obserwuje jak zaproszeni do niej blogowicze chętnie w niej biorą udział. Nie myślałam, ze i ja stanę się jej uczestnikiem. Joter bardzo zręcznie przekazała mi pałeczkę w tej sztafecie i nie mogę zawieść moich poprzedników więc rzucam się na klawiaturę i oto poniżej wynik działania:
  
    1. Spanie – lubię to mało powiedziane ja po prostu kocham wylegiwać się w łóżku do godzin popołudniowych. Budzić się na poranna kawę i z premedytacja zapadać po raz kolejny w sen. Bardzo często mam sny o których nie śniło się nawet najlepszym psychoanalitykom. Są kolorowe i czasami tak abstrakcyjne, ze sama się zastanawiam skąd to się u mnie bierze, takiej wydawałoby się normalnej osoby.
  
    2. Kochać i być kochana – z wielkim dystansem odnoszę się do mieszkańców tej planety. Kiedyś za młodu byłam bardziej otwarta do ludzi i wydawalo mi się, ze wszyscy są moimi przyjaciółmi. Upływające lata nauczyły mnie życia na tyle, ze wyrosły mi kolce na ciele i tez potrafię odstraszać nieznajomych. Cos jednak pozostało nieskażonego i kocham ludzi i życie, nawet gdy pokonać muszę skały i lasy by dotrzeć do celu. Wszystko oddam za to coś w oczach ukochanego co przekonuje mnie, ze jestem jego jedyna.
  
    3. Czytanie – to dopiero jest zboczenie! Potrafię czytać wszędzie ale bronie się przed ekstremalnymi posunięciami jak np. czytanie przy świeczce pod kocem. Teraz preferuje czytanie przy lampce nocnej otulona pięcioma poduszkami i dwoma pierzynami. Za oknem noc rozgwieżdżona albo slota. Po kolejnym rozdziale gdy odrywam wzrok od  łzami zroszonego romansidła widzę wstające słońce i w popłochu zamykam oczy aby zdrzemnąć się choć godzinkę.
  
    4. Kino, muzyka, TV – nie wspomniałam o komputerze rozmyślnie bo mój komputer dziwnym i niewytłumaczalnym sposobem zespolił się z moim DNA i zawsze go mam pod ręką włączonego. Zawsze lubiłam kino, już samo wyjście z domu na film bardzo mnie ekscytowało. Srebrny ekran przyciaga mnie jak magnes. Delikatnie saczaca się muzyka pozwala mi odizolowac się od otaczajacego mnie swiata, latwiej mi wtedy rozmyslac i skoncentrowac się. TV, hmm, TV jest zawsze i wszedzie oprócz lazienki i pralni nad czym bardzo ubolewam.
  
    5. Gotowanie – niezbyt czesto ale tak. Cos dorzucę, coś pomieszam trochę tego i tamtego i danie gotowe. Nie trzymam się sztywno przepisów kulinarnych, które studiuje regularnie. Wyniki moich kulinarnych eksperymentów bardzo często zbierają same pochwały. Wtedy jestem dumna jak paw a gdy upichcę coś niejadalnego to domagam się pochwal, ze smakuje ale trochę inaczej. Jak wspomniałam przed sekunda przeważnie talerze zostają wylizane po obiedzie ale w garach zostaje jedzenia dla całego statku wygłodniałych marynarzy. Skąd to się bierze nie wiem bo przecież gotuje tylko dla trzech osób. Wszelakie Święta czy uroczystości nie stanowią dla mnie problemu. Gotuje jak co dzien a wystarcza dla dziesięciu osob. W poprzednim wcieleniu byłam pustelnikiem albo szefowa kuchni wielkiej karczmy. Lubie jeść a najbardziej mi smakuje  śledzik i setka w zadymionym barze.
  
    6. Wakacje – jest to tak oczywiste, ze nie wymaga jakiegokolwiek komentarza. Bez względu na miejsce potrafię się zrelaksować na nadchodzące dni codzienności. Żyjąc z tak nieodpowiedzialnym mężem jak p. mogę być pewna, ze po wakacjach powinnam mieć skierowanie do sanatorium dla seniorów, ciche miejsce, z którego wszędzie jest daleko i można nic nie robić najchętniej monastyr w Meteora.
  
    7. Zbierać starocie – włóczę się czasami po sklepikach i lombardach bez wytyczonego celu. Oczy wtedy mam bardziej ruchliwe niż ochroniarz prezydenta. Cos zawsze wypatrzę (niestety) i kolejna porcelanowa figurka czy ozdobny talerz wzbogacają już i tak przeładowaną serwantkę. Meble mamy proste i współczesne ale tylko dlatego, ze brak nam kasy na fotele, sofy i arrasy.
  
    8. Biżuterię – to domena kobiet, korale, broszki, kolczyki, pierścionki (najchętniej z brylantami), bransolety, wisiorki, łańcuszki dosłownie lubię wszystko bo nie wiadomo co kiedy się przyda. Niestety przydaje się rzadko na co dzien we współczesnym świecie ale od święta proszę bardzo jest w czym wybrać.
  
    9. Jazdę samochodem – może dlatego ze, poruszanie się z taka prędkością jest naturze ludzkiej obce i dlatego wyzwala tyle emocji.
  
    10. Wtykam nosa nieproszona, wchodzę nawet nie otwierając drzwi, pora dnia czy nocy nie ma znaczenia. Panowie i Panie ja ubóstwiam blogowanie!!!


Do gry bardzo uprzejmie zapraszam:
Margo, Obiezyswiatka, Rinka, Sophe, Taita, Tirena, Wildrose, Zielona, zaznaczam, ze kolejność alfabetyczna wymienionych osób nie wskazuje na osobiste preferencje.

czwartek, 9 września 2010

Juz w domu

Wrocilismy z wakacji cali i zdrowi, zmeczeni i ledwo zywi. Przydalby sie teraz urlop na Florydzie.
Dziekuje wszystkim za komentarze,  ale nie moge odpowiedziec aby nie zdradzic tajemnicy o ktorej napisze pozniej. Obiecuje, ze  w przyszlym tygodniu rozpoczne  opis naszej wyprawy. Moge zdradzic jedynie, ze w Las Vegas po raz pierwszy nie przegralam.
Gdyby nie p. siedzialabym obok tego pana.

wtorek, 7 września 2010

... z trasy 5

Nie wiem jak wy ale ja czekam, p.

poniedziałek, 6 września 2010

... z trasy 4

 Malownicza i zdradliwa Pustynia Smierci kusi smialkow swoimi widokami. Dziesiec minut na sloncu pozwolilo mi znalezc wytlumaczenie tej nazwy.
Zupelnie wykonczona fizycznie dotarlam do Racetrack, tam gdzie ruszaja sie kamienie, te ktore pozostaly.
Na dwa dni dajemy sobie wolne od natury. Ruszamy na podboj Las Vegas. Pozdrawiamy wszystkich serdecznie.

sobota, 4 września 2010

... z trasy 3

Poranna kawa i internet to zbawienie po wielu dniach postu. Wczoraj w nocy Hollywood a dzisiaj rano dla odmiany Hollywood. Wszystko idzie zgodnie z planem ale bez dziwnych sytuacji nie obylo sie.

To nie zabawka!