1

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indiana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Indiana. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 maja 2012

Skromnosc

Nie chciałam reklamować sieci szybkiego żarcia ale dobrze, ze się KFC załapało na tym zdjęciu. Jedzenie jest z nami codziennie a walka o konsumenta nie ustaje. Zdjęcie to pochodzi z miasta Lafayette w Indianie i jak można przeczytać na bilbordzie jesteśmy blisko zjazdu nr 172. Właśnie tutaj produkowane są samochody marki Subaru (trzy modele na rynek amerykański) i fabrykę można dostrzec za pasem drzew. Widać tylko same kominy i nic więcej.
Subaru of Indiana Automotive, Inc.
Dosłownie za mile przejeżdżamy obok wizytówki fabryki mieszczącej się zaraz przy samej autostradzie I-65. Biało-beżowa szopa z napisem nie przyciąga wzroku i można określić ją jako szkaradna. Nie ma się czym chwalić. Proponuje ta totalną ohydę rozebrać w czynie społecznym aby nie psuć widoku trawnika. Jak już do tego dojdzie to pojadę i pomogę i grosza nie wezmę.
Przejeżdżałam tą trasą wielokrotnie i za każdym razem zastanawiałam się kto wpadł na taki pomysł aby było aż tak brzydko. Jednak jak widać na zdjęciach, jak się chce to można sknocić wszystko. Ktoś powie, ze fabryka nie musi być ładna ale tutaj akurat trafia się gratka nie lada bo tysiące ludzi przejeżdża obok niej i sądze, ze ładna reklama pomogłaby w sprzedaży samochodów.

sobota, 14 kwietnia 2012

Wiatraki XXI wieku.

Chwila nieuwagi i „dyskoteka” we wstecznym lusterku wlepi ci mandat za co najmniej stówkę dolarów. Co byś nie wymyślił oficer policji już to słyszał i przemilczy głupie wykręty. Jest to bardzo dobre miejsce do „polowania” bo jak tu raptem nie patrzeć na dziwolągi usytuowane obok autostrady. Dookoła same turbiny powietrzne. Taka nazwę wymyślono na współczesne wiatraki które wiatr zamieniają w prąd elektryczny.
Niby to nic dziwnego ale oko samo leci w ich stronę a jest ich po sam horyzont. Nie dość, ze są blisko autostrady to jeszcze rolnicy którzy udostępnili swe pola do budowy elektrowni powietrznej zgodzili się na to aby niektóre wiatraki stały w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowań mieszkalnych.
Technologia nie jest skomplikowana i stosowana na całym świecie. Chiny zajmują pierwsze miejsce  pod względem ilości produkowanego prądu z powietrza a na drugim miejscu znaduja się USA. W dzisiejszych czasach wiatraki zyskały wielka popularność i można je zobaczyć w całych stanach. Są wszędzie a najwięcej w Texasie i Iowa.
Wiem, ze zdarzają się wypadki gdy silny wiatr zniszczy łopaty i wtedy katastrofa gotowa. Niejednokrotnie turbiny płonęły i nie są wyposażone w system gaśniczy więc tym bardziej bliskość domostw mnie dziwi i nie chciałabym mieć takiego sąsiada w zasięgu reki przez cały dzień i noc.

piątek, 2 marca 2012

Wiosna zimą.

Zima i wagi przybywa wraz z centymetrami dodającymi się właśnie tam gdzie nie trzeba. Każde z nas wysiaduje długie wieczorne godziny przed ekranem swojego komputera.
- Jak długo tak jeszcze można. - Zapytałam któregoś wieczora.
- Nie nadążam za twoimi myślami. - Usłyszałam bardzo ładny wykręt.
- Co byś powiedział abyśmy ruszyli nasze osiem liter i pojechali do Wieśki. - Spodziewałam się spontanicznej odpowiedzi ale zostałam zupełnie zaskoczona.
- Kiedy?
- Pojutrze. Mam wolne pod koniec tygodnia i nic nie stoi na przeszkodzie abyśmy wykorzystali ten wolny czas inaczej niż przez ostatnie trzy miesiące. Wrócimy w niedziele, zobaczysz będzie fajnie.

- Do Tampy jest dwadzieścia godzin jazdy, przecież usnę w połowie drogi.
- Nie przejmuj się pomogę ci. - Starałam się złagodzić niedogodności dalekiej podroży.
- W czym? W spaniu czy kierowaniu? - p. najwidoczniej nie był zachwycony moim spontanicznym pomysłem. "Sarkastyczny dziad" pomyślałam sobie ale uśmiech rozświetlił moje lica a wzrok zakochanej nastolatki zapewne poruszyłby nawet olbrzymi
ą skałę. Okazało się, ze poruszył dobre serce p. i zgodził się na wariacki wypad. 
- Zdajesz sobie sprawę z tego, ze to istna harówka a nie przyjemność.
- Dziękuję ci kochanie. - Po opuszczeniu stanu Illinois przywitała nas zupełnie nieśmiała wiosna. W Indianie nie było dużej różnicy ale w Kentucky trawa jakby zieleńsza za to w Tennessee temperatura zmusiła nas do włączenia ochładzania.
Georgię zobaczyliśmy dopiero gdy słońce wstało znad horyzontu i zmusiło nas do przerwy na złapanie oddechu i trochę ruchu aby pozbyć się samowolnego zamykania się oczu. Do Florydy jeszcze tylko sto mil a do celu jakieś pięć godzin, może krócej jak nie będzie tłoku. Dookoła jakoś mało zachęcająco i wcale nie chciało mi się ruszać w stronę ponurego lasu. Nie miałam wyboru bo to przecież mój pomysł i nie mogłam teraz nie pójść na krotki rekonesans. Była to jedyna szansa aby wejść do lasu zanim to uniemożliwią krzewy i klujące pnącza.
Właśnie rozpoczął się ich okres wegetacji a kolorowe kwiaty wydawały się bardzo nie na miejscu pośród jeszcze uśpionych drzew. Ponuro i nieprzyjemnie było w tym lesie. Rozglądając się dookoła znaleźliśmy (prawdopodobnie jedno z wielu) drzewo na którym pnącze odcisnęło swoje piętno. Jak silnie musiało ono oplatać konar drzewa aby tak go zniekształcić. Przyroda jednak, ciągle kryje wiele tajemnic.
Brzydkie to miejsce i myślałam, ze lepszym wyjściem było pozostanie w aucie i krótka piętnastominutowa drzemka. Jednakże nigdy nie wiadomo co w trawie piszczy i po kilkunastu krokach po zeszłorocznych liściach znaleźliśmy skorupę zabłąkanego żółwia. 
Pozostałości po żywym organizmie okazały się wręcz frapujące dla p. Zaczął oglądać skorupę i czułam, ze nie rozstaniemy się z nią wioząc ja na Florydę i z powrotem do domu.
- Musisz to świństwo szczelnie zapakować jak ma jeździć z nami.
- Zrobię z tego super doniczkę, będzie trochę trudno podlewać ale coś wykombinuję. - Pełen zapału p. nadział paskudztwo na kij i ruszyliśmy niestety dalej choć ja nie miałam najmniejszej ochoty przeciskać się przez martwe jeszcze krzewy. Szłam zatem jak potępiona dusza nie rozglądając się dookoła kierując się na plecy zdobywcy. To chyba taka atawistyczna cecha, mężczyzna idzie pierwszy a za nim podąża jego kobieta. Właśnie zaczęłam rozmyślać o tym, ze chłop poluje a baba gotuje gdy z rozmyślań wyrwał mnie ostrzegawczy głos przewodnika.
- Uważaj bo jak tu wpadniesz to już koniec z tobą. - Stanęłam jak Niobe zaklęta w głaz. Powolutku ogarnęłam okolice wzrokiem i dostrzegłam przed nami studnie. Chyba raczej studzienkę kanalizacyjna albo coś podobnego. Ostrożnie zbliżyliśmy się do krawędzi studni i zajrzeliśmy do jej wnętrza. Na małej wysepce utworzonej ze starych liści i wpadającej tam ziemi siedziała żaba skazana na niechybną zagładę.
- Biedna żaba. - Tak zupełnie mimo woli ulitowałam się nad stworzeniem.
- Zejdziesz ja uratować?
- O! Nie nie ma mowy nawet po ciebie nie zeszłabym do tej dziury. - Zagalopowałam się w roztaczaniu wizji dylematu ale najwidoczniej p. był za bardzo zajęty uwieziona żabą aby roztrząsać moja "bezgraniczną" miłość do niego. Pomyliłam się.
- Bo ja do ciebie przez ognie piekielne, najwyższe góry i najgłębsze morza bym podążył. Nie ma takiej przeszkody której bym nie pokonał aby cie chronić. Nawet smoki i czarodzieje ...
- Dla ciebie weszłabym. - Przerwałam jego potok slow zapewniających mnie o jego uczuciu. Kobiecie naprawdę niewiele potrzeba; milion euro na osobistym koncie i kilka razy dziennie zapewnienie o miłości ukochanej osoby. Poczułam się o wiele raźniej i ruszyliśmy w stronę łąki migoczącej pośród drzew i krzewów. Gdy otwarta przestrzeń była kilka kroków od nas uczucie przytłoczenia przez jeszcze śpiący las minęło.
- Jak to dobrze, ze wychodzimy z tego lasu pełnego trupów i zasadzek. To iście diabelski las. - Tam gdzie słońca trochę więcej rośliny już obudziły się z zimowego letargu i radosną zielenią obwieszczały, ze wiosna już w pełni. Przynajmniej tutaj. Zwróciłam twarz w stronę słońca zamykając oczy. Przez chwile zapomniałam o otaczającej mnie zimowo-wiosennej okolicy i ułudne obrazy gorącej plaży i palm wykreowałam jak na zawołanie. Gorący piasek i ciepła woda poludniowego morza omywająca me stopy ...
- Miałaś racje są tu i diabły. Popatrz. - Szum morza i lekki chłodzący wiaterek zniknęły w ciągu ułamka sekundy. Otworzyłam oczy i promienie ledwo co wzeszłego słońca spowodowały chwilową ślepotę odbierając mi zmysł wzroku. Rozejrzałam się dookoła nic nie widzącymi oczami.
- Gdzie? - W diabły nie wierze ale tyle nasłuchałam się o nich w młodości, ze nigdy nie wiadomo. Sa przecież na obrazach i w książkach. Ostrożności nigdy nie za wiele.
- Szły tam gdzie my szliśmy przed chwil
ą. Tutaj są odciski ich kopyt. - Moje oczy powędrowały za utkwionym w jednym punkcie wzrokiem p. Przed nami w mokrej gliniastej ziemi jak na dłoni odciśnięte były ślady diabelskich racic.
Nie zastanawiając się długo chwyciłam pod pachę p. i pociągnęłam go na otwartą przestrzeń tam gdzie diabły nie chadzają. Łąka zupełnie byle jaka ale o wiele przyjemniejsza niż pełen niespodzianek ponury las. 
To dopiero wczesne przedwiośnie ale dokładnie przyglądając się trawie znaleźliśmy dowody na to, ze to już koniec zimy.
Zima nie powiedziała swego ostatniego słowa w tym roku i może okazać się, ze wielu z nas będzie cieszyć swoja duszę białymi krajobrazami dłużej niż chcielibyśmy. Zima też ma swoje uroki o czym zapewniam z głębi serca wraz z autorem poniższego zdjęcia.
Dzięki uprzejmości pana Edwina Krauze

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Jestem milionerką!

Moze trochę za wczesnie na takie stwierdzenie ale niech mnie szlag trafi jak nie wygram w Totka za dwa lata. Nie wierze w zbiegi okoliczności ale w przeznaczenie tak!
Czasami jeździmy tą samą trasą ale przysięgam, ze bardzo rzadko, raz na jakiś czas czyli dla bliższego określenia raz na dwa lub trzy miesiące. Za pierwszym razem nie zdążyłam nawet pomyśleć aby zrobić zdjęcie bo widok taki nie jest mi obcy. Widziałam podobne w Indianie i Ohio. Podczas tych wyjazdów zawsze zjeżdżamy na tą samą stację benzynową bo jest idealnie w połowie drogi i krotki relaks nikomu jeszcze nie zaszkodził więc i my idziemy tą samą drogą dając sobie piętnaście minut na rozprostowanie kości. Gdy drugi raz zobaczyłam ten sam pojazd w tym samym miejscu chwyciłam telefon p. drąc się wniebogłosy aby natychmiast włączył aparat fotograficzny ukryty gdzieś w ustawieniach. Moj telefon jak zwykle leżał uśpiony prawdopodobnie na samym dnie mojej torebki. Komorka p., jak on to robi do ciężkiej cholery, leżała tam gdzie powinna w zasięgu reki i udało się w ostatniej chwili uchwycić właśnie ten obraz.
 
Byłam bardzo zadowolona z naszej współpracy, p. bardzo szybko obezwładnił mnie, wyrwal telefon z mojej dłoni i włączył kamerę, pstryknął i oddal mi komórkę. Na podglądzie znalazłam obiekt pożądania. Mamy Amisza w bryczce, hurra! 
Minął nieokreślony czas i znów jadąc tą samą trasą zjeżdżamy z autostrady I-65 na "naszą" stację benzynową.
- Mam cie cudaku. - W mojej dłoni tym razem trzymałam profesjonalny aparat fotograficzny. Ustawiłam go na wszelki przypadek na "auto" i zdjęcie chociaż nie jest wspaniale ale jest lepsze niż poprzednie. Nawet widać Amisza z klasyczn
ą brodą i w czarno-białym ubiorze. Pani Amiszowa akurat nie załapała się bo zakrył ja wspornik dachu ale może to i dobrze bo żadna kobieta nie lubi być zaskakiwana przez fotografa.
Zupełnie niespodziewanie wypadło nam jechać w znaną nam już okolicę i znów ten sam zjazd z autostrady i znów ten sam widok. Czy ja sledzę jego czy ja jestem śledzona? Za czwartym razem spotkaliśmy "naszego" Amisza ale tym razem jechaliśmy za nim.
To zupełnie niebywale zdarzenie. Wszystko rozumię, to ze ten powóz jeździ tą samą drogą tam i z powrotem w określonych porach dnia i tygodnia. My z reguły wyjeżdżamy wtedy kiedy nam pasuje i niech ktoś powie, ze nie mam farta. Już wiem, ze wygram wiele milionów bo gram w Totka tak samo sporadycznie jak wyjezdzamy w tą trasę ale póki co z mniejszym szczęsciem.