1

sobota, 15 października 2011

Kura domowa na krótkiej smyczy.

Jeszcze niedokładnie ostrzyżony i z zakrzepłą krwią na miejscu dziury w głowie p. zasiadł na przeciw sprzedawcy samochodów. Po dwóch godzinach wyjechaliśmy nowym autem ale co się ubawiłam to tego nikt mi nie odbierze. Ledwo tydzień po operacji mózgu i na trzeci dzień po wypisaniu ze szpitala p. jeszcze z problemami mentalnymi poruszał się po tym świecie. O dziwo dobrze dogadywał się ze sprzedawca, jak swój ze swoim.
Jeszcze w środku lata planowaliśmy zmianę samochodu. Wybór padł na kombi, żaden suw ani sedan nie wchodziły w rachubę z wielu powodów. Dwudrzwiowego mieliśmy tez już dość po roku użytkowania.
Zasiadłam za kierownica nowego pojazdu, wyregulowałam fotel w gore w dol, kierownice tez we wszystkich możliwych kierunkach i bardzo zadowolona oświadczyłam, ze to auto zaprojektowano specjalnie dla mnie.
P. nawet nie usiadł na miejscu kierowcy aby zaakceptować wybór. Spojrzał tylko bystrym oczkiem i zajął się podpisywaniem papierów na pożyczkę. Zawsze troszkę stresu towarzyszy przy pierwszej jeździe ale szybko to mija gdy wjeżdża się w normalny ruch uliczny. Tylko i wyłącznie dlatego, ze p. był karmiony w szpitalu normalnymi narkotykami stałam się jedynym kierowca. Chłop nie mógł jeździć przez miesiąc bo w razie wypadku i ewentualnym badaniu moczu wynik na narkotyki byłby pozytywny. Jako pasażer sprawował się zupełnie poprawnie. Gdy okazało się, ze po takim wypadku p. nie może wykonywać swojego zawodu nastąpiło lekkie załamanie nerwowe całej rodziny. Ci którzy nie wiedza, ze w Ameryce nie jest łatwo o prace to niech wierzą, ze tak jest. Kryzys panuje wszędzie na świecie a swe początki miał właśnie tutaj i końca nie widać. Zatem ja pracuje na 200% a chłop szuka pracy w internecie. Nie byłoby może takiego problemu z praca dla mężczyzny ale p. nie może wysilać się po operacji mózgu, ani dźwigać ani przemęczać zbytnio i takie tam inne zastrzeżenia. Pracy dla książąt jest z reguły mało a znaleźć ja jest bardzo trudno. Wiec robię zakupy, dbam o dom i robię wszystko jakbym była samotna matka. Na domiar złego jeszcze muszę pilnować aby chłopina nie dotykał się ciężkich robót domowych. Atmosfera niekiedy jest nieznośna bo znudzony p. wałęsa się po domu i aż jęczy z nudów a ja jęczę na myśl ile jeszcze do zrobienia. Gdy nie ma mnie w domu i wydaje mi się, że mam chwilę wolności to dzwoni komórka.
- Tak zaraz wracam. - Odpowiadam prawie mechanicznie. To oczywiście najtroskliwszy małżonek dowiaduje się czy wszystko w porządku. Czuję, że zacznę i ja szukać pracy dla niego bo tak dłużej być nie może. Jestem obserwowana na każdym kroku w domu a poza nim nękana telefonami. To miłe gdy i po stu latach małżeństwa jesteś oczkiem w głowie swego męża ale zaczyna mi brakować przestrzeni. Mieszkanie pozwala nam nie widzieć się przez dowolna ilość godzin to jednak taka rozłąka też mi nie pasuje bo zaczynam się martwić co p. robi, czy nie wchodzi na krzesło aby sięgnąć jedno ze swoich metalowych pudełek z najwyższej półki w szafie. Wyobraźnia podpowiada, że poślizgnie się, spadnie z krzesła i  katastrofa gotowa. Sytuacja bez wyjścia. Chcieliśmy wyskoczyć na krotki relaks w plener ale póki co systematycznie zjadamy nasze wakacje i od wieków odkładany wyjazd do Nowego Orleanu i w tym roku nie dojdzie do skutku. Siedzę więc w domu gotuje zupę i zgrzytam zębami ze złości. Jednocześnie uśmiecham się do naszego losu, że jest jak jest, a jest w sumie nie tak źle.

poniedziałek, 10 października 2011

Co ciagniesz.

Gdy łodzie na naczepach to już koniec wakacji. Tak przykro uświadomić sobie, ze beztroskie chwile pojawia się w naszym życiu dopiero za rok. Zarówno ci bogaci i ci troszkę tylko ubożsi ciągną za sobą wspomnienia wspaniałych przeżyć na wodzie. Jednak gdy jeden odpoczywa ktoś pracuje i vice versa.
Tutaj upolowaliśmy starego jak świat camping-busa z równie starym autem osobowym na równie wiekowej naczepie. Może oni jada na wakacje a nie do domu.
Nie mogłam znaleźć chociaż odrobiny pociechy na autostradzie nawet ten antyk wskazuje na nastawienie nowego właściciela na ostra robotę przy odrestaurowaniu tego bardzo ładnego auta. Na dodatek złego takie auta spędzają mi sen z oczu na następne trzy noce i czuje, ze wpadam w studnie rozpaczy.
Wszystko fajne ale daleko ode mnie. Na domiar złego ten dwukołowy ścigacz dowożony na tor wyścigowy aby można pojeździć dowolnie szybko. Serce mi dygotało na sama myśl o kolejnych wyrwanych kosmykach włosów przy prędkości wiele powyżej 200km/h. Zupełnie zrezygnowana opadłam ze zdwojona waga swego ciała na fotel pasażera i pomyślałam, ze dobrze byłoby już być w domu i nie denerwować się takimi widokami. Odwróciłam się bokiem do kierunku jazdy. Zapatrzyłam się w byle jaki krajobraz po przeciwległej stronie drogi.
Długo nie wytrzymałam w takiej nieludzkiej pozycji i powróciłam do takiej gdy patrzy się przed siebie. Od razu zrobiło mi się milej na duszy bo oto przed nami jedzie sobie spokojnie znany nam Szary Wilk. Już teraz wiem gdzie ukrywał się nasz kolega gdy go nie było na blogu. Grey Wolf miał dość dobra wersje pojazdu wakacyjnego ale jak widać załadowany był po dach bo trzy pojemniki nie mieściły się już w środku. Jego kolega zamiast pojemników umieścił za sobą trzy rowery.
Dziwaków na drodze nie brakuje wiemy o tym wszyscy. Samo dwudziestoparoletnie auto już przykuwa uwagę na drodze ale te rowery z włókna kosmicznego na pace kopcącego wraka to wskazówka, ze właściciel jest nie byle jakim dziwakiem. Rowery warte ponad 5000 dolarów na sprawnym wraku to manifest swojego ja. Temu gościowi udało się to w bardzo dobrym stylu.
Jeżeli już wszystko pod ręką jest nie takie jak trzeba zawsze można zabrać ze sobą powietrze w kratkę.

sobota, 1 października 2011

(247365) Zakochałem się.

Zaczęło się od wizyty u znajomych. Wpadłem niezapowiedziany w sam środek karczemnej kłótni pomiędzy małżonkami. Krótkie i wymuszone cześć i butelka piwa. Tyle poświęcili mi swojej uwagi. Usiadłem i obserwowałem ciąg dalszy. Było to bardzo współczesne przedstawienie. Nie dość, że siedziałem na scenie i akcja toczyła się wokół mnie to jeszcze genialny scenariusz tej sztuki wciągnął mnie bez reszty. Pani domu jako zona i pan domu jako mąż byli głównymi aktorami, reszta domowników gdzieś skryła się w zakamarkach swoich pokojów i siedziała cicho jak mysz pod miotłą. Otworzyłem butelkę i siadłem przy lawie na skórzanej kanapie dla trojga. Zapadłem się w nią wygodnie i oddałem się obserwacji. Bardzo szybko zaskoczyłem o co biega. Maz miał pretensje, że małżonka się opieprza zaniedbując obowiązki wobec rodziny. Ona natomiast broniła się tym, że jak świat światem kobieta zawsze na przekichane i nawet jakby na głowie stanęła to mąż powie, ze spódnica odsłania majtki a tak kobiecie nie przystoi. Krotko mówiąc chodziło o to, że literatura pochłonęła 87% wolnego czasu pani domu a tylko te marne resztki poświęca domowi, który jest zaniedbany itd, itp.
- Wyrzucę to gówno z domu.
- Tylko spróbuj tknąć chociaż jedna książkę to ci łeb odrąbię tasakiem.

Nikt nie zwrócił uwagi na to, ze wziąłem sobie druga butelkę piwa z lodówki. Teraz zaczęła się powtórka zarzutów i moje zainteresowanie jakby osłabło. Rozejrzałem się wokół siebie i przyznaje, ze takiego bajzlu dawno już nie widziałem. Wszędzie dookoła walały się książki, jedne rzucone na podłogę inne tuz obok przewróconego kwiatka. Musiało być bardzo gorąco zanim przyszedłem. Teraz to już tylko pozostałości po cyklonie awantury, który pozostawił po sobie piętno na mieszkaniu znajomych. Tuz obok lawy stal wysoki komin książek, jak przetrwał w tej pozycji nietknięty nie wiem. Wziąłem pierwsza z góry książkę. Nora Roberts:  "Stolik dla dwojga", wydawnictwo "Harlequin" 2010. Postanowiłem przeczekać kończącą się awanturę i otworzyłem książkę. Wciągnęła mnie na tyle, ze zapomniałem o groźbach i obietnicach o przyrzeczeniach i ... które padały z ust ludzi, których ponoć tak dobrze znalem. Teraz cala akcja domowa jakby oddaliła się na tyle, ze przed moimi oczami widziałem akcje z czytanej książki.
- Głuchy jesteś? Mowie do ciebie. - Pan mąż walnął mnie w ramie o dużo za mocno aż zapragnąłem mu oddać.
- O! Żyjesz to łba ci
jednak nie odrąbała. - Palnąłem tak niefortunnie, ze pani zona od razu przerwała zaległą cisze.
- No popatrz on tez to niby gówno czyta. - Palcem wyciągniętej przed siebie reki wskazywała prosto w moja pierś. Po jaka cholerę ja tu przyszedłem a jeżeli już tak wyszło powinienem natychmiast wyjść. Bałwan bez wyczucia sytuacji. Teraz ja stałem się kolejnym powodem do rozpoczęcia kolejnej fazy tej domowej farsy. I zaczęło się wszystko od początku a wyglądało na to, ze uczestnicy słownej potyczki maja na tyle sil, ze potrwa ona jeszcze długo.
- Idę do domu, wpadnę kiedyś. - Chwyciłem za klamkę i wrzask Doroty zamroził mnie w tej pozycji.
- Zostaw ta książkę ty podły złodzieju. Namówił cie do tego ten poganin analfabeta, będziesz wynosił moje książki z domu. Gazetę weźmie do reki ale najlepiej taka z gołymi babami. - Czułem jak wpadłem w szambo po same uszy. Dorota nigdy tak się nie zachowywała i jest osoba z natury spokojna i baaardzo wyrozumiałą.
- Idę z nim na piwo, tyle ci powiem.
- Roman jak wyjdziesz z domu to możesz nie wracać.
- Warknąłem cześć i zamknąłem drzwi za sobą.
- Tylko przynieś ja jutro po pracy. Słyszysz. - Czerwona jak wsyp na pierze w oknie stała zona mojego kolegi. Słowa te rozniosły się po całej ulicy a skierowane były tylko dla moich uszu. Machnąłem ręką w geście zniecierpliwienia i wsiadłem do auta. Cisza zaległa raptownie jakbym wskoczył do basenu na 3,6m. Chyba ja pogięło przecież nie będę zarywał nocy aby skończyć książkę, to już nie te lata. Oj nie pogięło jej, o nie. Skończyłem czytanie nie przerywając nawet na sekundę. Jadłem, piłem mając przed oczami kolejne kartki. O kąpieli i myciu zębów nie było nawet mowy. Z wilgotnymi oczami dotarłem do końca. Przetarłem je wierzchem dłoni i zasiadłem przy komputerze. Jezu ja nic nie widzę, jakaś szara mgła unosiła się w pokoju. Ekran monitora jakiś taki ciemny. Okręciłem się na fotelu i rzuciłem okien na otaczającą mnie moja własną rzeczywistość. Jakoś tu inaczej niż zwykle, petów cala popielniczka a ostatni jeszcze się tli. Jego dym ledwo mieszał się z tytoniowym oparem wiszącym w połowie pomiędzy sufitem a podłogą. Kurtka, buty i spodnie leżały rzędem od drzwi do kanapy. Ale syf, posprzątam za chwile. Otworzyłem okno aby lepiej widzieć ekran bo w oddychaniu ten smog mi zupełnie nie przeszkadzał. Google, Nora Roberts, audiobooks, return. Ku mej uciesze wyszukiwarka nie spala o tej porze i odnalazła jakieś miliony stron w ułamku sekundy. Po kilku minutach w taki czy inny sposób ściągała się kolejna książka. Matko jaki jestem wykończony, łeb mi pęka od fajek a kolacji nawet nie tknąłem. Wszystkie czipsy zniknęły z szafki kuchennej, nawet te stare kiedyś tam otwarte. Brzuch mam jak słonica w ciąży. Jezu ale książka! Po kąpieli jakoś przywróciłem stan użytkowości mieszkania i zająłem się obmyślaniem planu na jutro, zerknąłem na zegarek. Nie na jutro a na dziś. Po dwóch godzinach snu odgłos budzika jak walących się ścian na moja głowę postawił mój umysł w stan tylko trochę mniejszego oszołomienia. To już chyba trzeba wstawać do pracy, zaświtało gdzieś w zakamarkach otępiałego umysłu. W samochodzie można robić wiele rożnych czynności równocześnie i wiele z nich jest tak samo niebezpiecznych jak przejechanie skrzyżowania na czerwonym świetle. Zanim dojechałem do pracy udało mi się połączyć bezprzewodowa słuchawkę z ipodem. Odszukałem plik z książką i tak na probe przycisnąłem "play". Działa i słychać idealnie. Słuchawka w uchu nikogo już nie razi wiec nikt na mnie nie zwróci uwagi. Na parkingu musiałem dosłuchać do końca rozdziału i spóźniłem się tylko osiem minut.
W ten oto sposób moje ciało przebywa w pracy a dusza ulega miłosnym emocjom. Ja po prostu nie wiem co się wokół mnie dzieje. S
łucham na okrągło.
W drodze do domu trochę musiałem zboczyć z drogi aby oddać książkę Dorocie.
- Żyjesz?
- Masz książkę?
- A jak sadzisz? Przyszedłem aby posłuchać dalszego ciągu waszych kłótni. Gdzie Romek?
- Pojechał do sklepu po jakieś obcęgi czy coś takiego, to nie moja działka i wziął chłopców ze sobą. Poczekasz?
- Wiesz...
- Zacząłem niepewnie. - Nawet dobrze, że go nie ma.
- I co stary pierniku będziesz mnie podrywał?
- Dorota pożycz mi następną książkę.
- Jej oczy były przerażone i zaskoczone. 
- Błagam. - Lekko uśmiechnęła się i walnęła mnie w plecy tak niefortunnie, ze zachłysnąłem się własną śliną. Kawał z niej baby nie ma co.
- No to mamy wspólny sekret. - Zarechotała wesoło. - No dobra tylko oddaj mi ja za... - Spojrzała na m
ą umęczoną postać i dokończyła. - ...za tydzień.

(247365) 

niedziela, 25 września 2011

W łapach śmierci.

Od miesiaca p. przebywa w szpitalu pomiedzy jedna a kolejna operacja mózgu. Ostatnia odbyla sie trzy dni temu i wreszcie widac poprawe. P. zaczyna rozpoznawac znane mu wczesniej osoby jak np; syna lub mnie. Trwoga mnie napawa jego pytanie jak wyglada nasze mieszkanie. To chyba sprawdzian dla mnie, bo jemu to sie nie dziwie. Powolutku wytlumaczylam co i jak jest w naszej chałupie i gdy doszlam do niedokończonego remontu ucieszył sie, ze to jest wlaśnie to mieszkanie a nie jakieś inne.

Kilka postow miałam naszkicowanych a kilka tylko zaznaczonych i podczas całego tego zamieszania część zamiescila sie według wcześniejszych ustaleń.

Telefon z banku.

Petronela nie od razu pojęła ideę wirtualnych pieniędzy. Mówiąc bez ogródek nie mogla tego pojąć przynajmniej przez miesiąc. Takie pojęcia jak „credit” i „debit” tak mieszała, ze ja tłumacząc jej jak krowie na granicy nie raz zaczęłam pleść bzdury. Tak imponująco destruktywnie jej wpływ działa na mój umysł. W końcu to nie ważne czy zaskoczyła i zrozumiała, w każdym razie ma konto w banku i wykonuje najdziwniejsze operacje nie raz doprowadzając kasjerki do obłędu. Już trochę znacie ta dziwna istotę bo poświęciłam jej kilka postów. Przerwa w pisaniu o niej nie była spowodowana jej zniknięciem ze sceny ekscesów towarzyskich. Za dużo Petroneli niekorzystnie odbija się na zdrowiu wiec zwłoka była wynikiem troski o Was drodzy czytelnicy. Teraz kolej na kolejna sytuacje, która nie powinna mieć miejsca.
- Cześć gadzie jesteś? - To Petronelę usłyszałam w telefonie.
- Na parkingu wkładam zakupy do bagażnika. - Cały wózek rożnego rodzaju pokarmu który ma zapewnić całotygodniowe wyżywienie dla rodziny i w końcu stanie się tylko produktem wydalania zewnętrznego.
- Ale gdzie jesteś? Pytałam przecież "gdzie"? - W ten oto sposób wyszłam na idiotkę nie potrafiącą udzielić odpowiedzi na tak proste pytanie. Skąd mogłam wiedzieć, ze Petronela stała się konkretna jak oficer wywiadu w czasie przesłuchania. Uległam presji i wytłumaczyłam jej dokładnie gdzie się znajduj
ę. To, ze niestety nie mogę się z nią spotkać bo przy takim upale zakupy zmienia formę skupienia zamoknięte w bagażniku zbyła krótkim stwierdzeniem, ze w korku nie miałabym takich obiekcji. Płonne moje nadzieje szybkiego powrotu do domu. Petronela powiedziała, ze jedzie właśnie w moim kierunku i możemy spotkać się na sekundę w lodziarni (a nie w kawiarni) na lody. W umówione miejsce dojechałyśmy prawie jednocześnie. Zdumiałam się, ze Petronela nie spóźniła się jak zwykle pół godziny. Ja zamówiłam truskawkowo-czekoladowe a Petronela nie mogąc się zdecydować wzięła kilka smaków. Na rożku piętrzyła się lodowa góra i przeczuwałam rychłą katastrofę. Zanim dolize się do polowy zamówionej porcji reszta spłynie w postaci mało apetycznej niby śmietany.
- Mowie ci ale numer. Tak mnie zdenerwowali. Jak twoje lody, dobre? - Nie mogłam odpowiedzieć naraz na trzy tematy więc milcząco czekałam na ciąg dalszy i rozkoszowałam się smakiem lodów Häagen-Dazs. Nic mnie nie wytraci z równowagi gdy oddaje się rozpuście. Myliłam się.
- Byłam wczoraj w banku i wysłałam czeka. - Widziałam, ze Petronela miała tępo utkwiony wzrok w swojej porcji lodów i z wielkim zainteresowaniem obserwowałam jej pospieszne wylizywanie cieknących stróżek których było coraz więcej.

- Jak to wysłałaś? W banku? - Cos mi tu nie grało ale niezbyt przejęta tym znanym mi faktem, ze będę musiała domyślać się sedna sprawy rozgniotłam językiem kawałek truskawki o podniebienie. Smakowita, zupełnie jak świeża z pola.
- Tak z samochodu, byłam na telefonie i nie chciało mi się wysiadać bo było za gorąco. - To, ze Petronela „jest na telefonie” a nie rozmawia przez telefon to już oznaka głupkowatego zamerykanizowania się. Następuje to wtedy gdy jeszcze nie znasz Angielskiego a już zapomniałaś Polskiego.
- To bardzo wygodna forma załatwiania transakcji sama tak bardzo często robię gdy pada deszcz lub zima w pełni. -  Czasami wtedy jak po prostu mam lenia. 

- Słuchaj. Siedzę sobie w domu i dzwoni telefon. 
- A gdzie bank? - już zaczynałam się gubić.
- Wczoraj dzwoni telefon. Dobrze, ze zadzwonili na domowy bo gdzieś zapodziała się komórka. Nie chciało mi się odbierać ale przemogłam się i podniosłam słuchawkę. - Kiwnęłam potakująco głową i słucham grzecznie jak kujon w pierwszej ławce. 

- Nie wsłuchiwałam się dokładnie co gadają bo akurat oglądałam mój serial więc nie od razu zaskoczyłam kto i po co. Od razu wydało mi się podejrzane bo dzwonili z banku.
- Wpłaciłaś czek bez pokrycia?
- Nie, tyle co zrozumiałam to to, ze mam im co oddać bo coś im zabrałam.
- Z banku?
- Tak zabrałam z banku rurę. Oglądali na kamerze jak odjeżdżam z rur
ą i dlatego zadzwonili.
- No to niezły początek, niewielu osobom udaje się okraść bank albo coś wynieść z niego.
- Ja wcale nie wiedziałam, ze nie odłożyłam rury z powrotem. Oddali mi pokwitowanie, dokumenty schowałam do portfela i odjechałam.

- Oddałaś rurę?
- Tak, przed chwil
ą. Trzy dni rura była w aucie a ja jej nie widziałam.
- Spadła pod fotel?
- Nie, leżała na przedniej szybie za zegarami. Nawet nie spadła
. - Lody Petroneli spływały jej po łokciu i kapały na podłogę.

sobota, 17 września 2011

Gdybym był kobietą.

- To dlaczego nie rzucą tej roboty. - W moje czytanie p. wtargnął bezlitośnie i bez jakiegokolwiek uprzedzenia. Spoglądałam na niego pytająco bo nie miałam pojęcia o czym on pomyślał zanim wypowiedział tak mądre zdanie.
- Kto?
- Te nieszczęśliwe baby w TV. Płaczą, ze im tak trudno w życiu, ze muszą chodzić do pracy a po pracy, w domu jeszcze gorzej niż w pracy. - Szybko zaskoczyłam o co biega. Właśnie czytałam autobiografie Salvatore Dali i lektura ta bardzo pobudziła mój umysł. W telewizorze leciał jakiś program na który nie zwracałam szczególnej uwagi bo książka była nader ekscytująca. W skrócie mogę napisać, ze program był o ciężkiej roli kobiety w życiu rodziny. Nic takiego czego bym już nie doświadczyła wiec zerkałam tylko od czasu do czasu nie zagłębiając się zbytnio w życiowe katastrofy kolejnych uczestniczek programu.
- Bo to święta prawda. - Postanowiłam wybadać teren. - Uważasz, ze to wymysły na potrzeby telewizji?
- Jeżeli im tak ciężko, ze nawet są w stanie myśleć o samobójstwie to powinny rzucić prace. To oczywiste, nieprawdaż. - To "nieprawdaż" ubodło mnie i odniosłam się do niego osobiście. To jakby policzek wymierzony mi jego prawym sierpowym.
- Nie zawsze można ot tak sobie nie chodzić do pracy gdy nie ma wystarczająco dużo pieniędzy. To chyba oczywiste i dla ciebie, ze we dwójkę jest o wiele łatwiej.
- Wiem, wiem ale gdybym był kobieta to nie chodziłbym do pracy. M
ąz jako głowa rodziny powinien zadbać o dom. Kobiety są same sobie winne, chciały równouprawnienia a teraz już go nie chcą bo za ciężko rozładowywać wagony z węglem. Kobieta zawsze będzie kobietą a chłop chłopem i po co to zmieniać. Przecież krowa nie zacznie latać tylko dlatego, ze jej się zachciało. - Akurat z wypaczeniem równouprawnienia to się zgadzam ale zaciekawiła mnie kwestia "nie chodzenia do pracy".
- Skąd wiesz, ze jako kobieta mógłbyś nie pracować?
- Znalazłbym takiego faceta, którego dochody zapewniłyby nam dobrobyt bez mojego finansowego wkładu. Siedziałbym w domu i zajmował się nim tak jak trzeba a nie po godzinach, tak na "odwal się".
- Czy myślisz, ze żadna z nas, kobiet o czymś takim nigdy nie pomyślała? Czy sadzisz, ze masz monopol na złote myśli?
- Nie wiem kto o czym myśli. Wiem, ze nie poszedłbym do pracy jako kobieta.
- To ja mogę nie chodzić do pracy skoro tak uważasz. Od jutra zajmuj
ę się domem i sobą.
- Cos ty, teraz już za późno. Jak to sobie wyobrażasz? Chcesz zburzyć wiekowy układ?
- Ja z wiekami nie mam wiele wspólnego a zmiana przyda mi się jak nic innego. A tak na marginesie mój kochany, dlaczego nie zarabiasz na ca
łą rodzinę?
- Bo mam ciebie.-
Odpar
ł zadowolony.

niedziela, 11 września 2011

(247365) Schody do nieba.

Czy wszyscy musicie zamieszczać posty o kwiatkach wiosną, latem i jesienią? Zachwycać się ich przemijającą urodą i piać jaka to natura szczodra, ze tak właśnie a nie inaczej wygląda tulipan. Nuda i powielanie tematu, jak dzieci w piaskownicy budujące zamki z piasku. Każde robi to samo ale trochę inaczej i z góry przewidziany jest efekt, guzik z tego wszystkiego. Z kwiatkami tak samo, uschną po kilku dniach a ich mało ozdobne trupy wiszą tygodniami na krzakach. Nie daj Boże cięte kwiaty w domu bo wodę trzeba zmieniać codziennie aby nie było niebezpiecznych bakterii dla życia człowieka. 
Nie lubię przyrody bo od zarania dziejów robi wszystko na złość człowiekowi. Panoszy się jakby rożnego zielska było mało. Zarasta ścieżki którymi dwu- i czteronożne stworzenia podążają do wodopoju, niszczy chodniki, fundamenty i ściany.
Co takiego pięknego jest w fakcie, ze rośliny są samolubne i nie cierpią zwierząt. Czy warto litować się nad wstrętnym porostem niszczącym infrastrukturę i prace ludzi? Sypmy pestycydy i zabijajmy to co bezustannie usiłuje nas zabić. Zycie to jedna wielka woja z przyroda. Zwali się drzewo i nie ma prądu, wtedy nie litujemy się nad drzewem tylko nad sobą a winę zganiamy na właściciela trakcji przesyłowej. Chwasty w ogródku powinny być wielkie i dorodne skoro tak kochacie florę tej planety. 
Ja wole twory ludzkiego geniuszu. Ileż piękna jest w schodach, ile rodzajów, kształtów, materiałów i kolorów. Na przyklad schody. Proste, zakrzywione, kręte z poręczą lub bez niej. Schody bogate z marmuru i biedne z nieheblowanych desek, w prywatnym domu lub instytucji w środku i na zewnątrz. Te prowadzące do sypialni na gorze lub do nieba.
Jednak wole zawory i kable niż grządki i rabatki. 
Ich układ na pierwszy rzut oka wydaje się zupełnie niezrozumiały i bezcelowy. 
Ileż piękna i nieukrywanej finezji kryje się w takich konstrukcjach.
Ponad wszystko kocham rury. Plastikowe, żeliwne i żelazne. Cienkie, grube i cieniutkie. Te które biegną daleko i znikają w ścianie. Co dalej, jaka jest ich droga i przeznaczenie? Uwielbiam bardzo zardzewiałe rury a tylko lubię chromowane, wypolerowane nawet przez czterdziestoletnie dziewoje.
(247365)