sobota, 11 lutego 2017

Skrzydła, skrzydła.

 Gdy już uporaliśmy się z niezbyt rozkosznym jedzeniem nadszedł czas wyboru atrakcji na dzień dzisiejszy. Do wyboru mieliśmy wdychanie bagiennych oparów na południowym krańcu Florydy lub spacer po królestwie motyli.
Obydwoje wybraliśmy drugą opcję. Powodów było kilka ale najważniejszym zapewne był fakt, że nie oddalamy się zbytnio od cywilizacji i w razie burczenia w brzuchu będziemy mogli szybko zaspokoić głód po kontrowersyjnym śniadaniu. Byłam pewna, że p. będzie głodny wcześniej niż zwykle.
Uzbrojeni w aparaty ochoczo ruszyliśmy w stronę budynku kryjącego ulotne piękno kruchych owadów. Szłam pierwsza wyciągając nogi bo nie mogłam doczekać się spotkania z motylami. Lubię te owady jako jedyne z brzęcząco bzykającego świata i nawet niebieski motyl jest moim letnim talizmanem w postaci nietrwałego tatuażu. Moje logo na Skypie to również niebieski motyl. Wiele jest gatunków tych kolorowych owadów ale niebieski najbardziej mi przypadł do gustu. Dzisiaj wreszcie będę mogła przetestować mój nowy aparat w warunkach dość wymagających bo fotografowane obiekty będą w ruchu kryjąc się pośród liści i kwiatów. 

Zwykłe zwiedzanie nie było nam pisane od samego początku. Po uiszczeniu opłaty wstępu naszymi wejściówkami były stempelki na rękach w postaci niebieskiego motyla. Uśmiechnęłam się bo to przecież mój motyl. Gdy p. poprosił o dwie pieczątki wcale się nie zdziwiłam. Został ostemplowany z wyjątkową troską o jakość. Taka przepustka zezwalała na wielokrotne odwiedzanie tego miejsca. Już byłam przy pierwszych drzwiach, pchnęłam je z impetem bo nie mogłam doczekać się spotkania z krainą czarownych motyli. Kilka gatunków które znałam wcześniej zapowiadały niezapomniane przeżycia. Dla utrzymania motyli w zamkniętym środowisku za pierwszymi drzwiami były drugie w odległości dwóch metrów. Napisy wyjaśniały, że po przejściu pierwszych nie można wrócić aby motyle nie wyfrunęły na zewnątrz. Uruchomiłam aparat bo za szkłem drugich drzwi roztaczał się raj. Widziałam dużo motyli przy wejściu tak jakby chciały grupowo powitać zwiedzających. Wycelowałam obiektyw aby od razu uwiecznić kolory skrzydeł aż tu raptem na ekranie aparatu ukazał się napis oznajmiający, że bateria jest zupełnie wyczerpana. Zamarłam z przerażenia, że nici z mojego polowania. 
- Nie wchodzimy? - Zdziwiony p. zapytał gdy wreszcie stanął za mną. Bez słowa pokazałam mu aparat z czarnym ekranem. Zrozumiał od razu. p. odrócił się na pięcie aby otworzyć drzwi ale klamki nie było. Aby wyjść na zewnątrz budynku i dojść do auta po zapasowe baterie musielibyśmy przejść całą ekspozycję. Coś syczało i złościło się w gardle męża. Na nieszczęście następny zwiedzający nie nadchodził abyśmy mogli zawrócić. Palce p. wbiły się w szczelinę pomiędzy skrzydłami drzwi i naparły na przeszkodę z uporem i siłą. Wyglądało to tak jakby chciał otworzyć drzwi windy w ruchu. O dziwo udało się i pędem ruszyliśmy do auta. Zaskoczone kasjerki odprowadzały nas zdziwionym wzrokiem. Czytałam ich myśli które mogły brzmieć mniej więcej tak; “wariaci, przestraszyli się motyli”. 
Mój żarłoczny aparat zapewnił nam kilkadziesiąt metrów szybkiego spaceru dla zdrowia. Z dumą pokazaliśmy swe ostemplowane przedramiona i tym razem bez przeszkód drzwi do krainy motyli stanęły otworem bez żadnych przeszkód.
Na powitanie przyfrunęły niebieskie motyle otaczając mnie kołem na wysokości mojej twarzy. Nie mogłam uwierzyć w to co działo się dookoła. Oddałam aparat p.. Byłam jak w transie i nie baczyłam na to czy on zdąży chwycić cenny przedmiot. Wyciągnęłam rękę w jego stronę i po prostu zwolniłam uścisk palców na pasku aparatu. Minęła długa chwila w czasie której tylko oczy mogły poruszać się za zjawiskowymi stworzeniami. Bardzo wolno następowało wyzwolenie się z zauroczenia aby odzyskać władzę w całym ciele. 

Motyle, motyle i motyle. Nic nie widziałam oprócz nich. Bawiły się ze mną przylatując blisko i aby nie dać się złapać zwodniczymi ścieżkami uciekały na bezpieczną odległość.
 Po głębokim wdechu który mógł wskazywać, że przez dłuższy czas moje płuca były pozbawione dopływu świeżego powietrza wróciłam do rzeczywistości. Tymczasem motyle jakby oswoiły się z nowym intruzem w ich królestwie. Co odważniejsze jednostki albo polubiły mnie albo mój krem do rąk bo kilka z nich usiadło na mych dłoniach.
Nie będę ukrywała, że niebieskie skradły moje serce bo były bardzo atrakcyjne i łatwo dostrzegalne w locie ale dziwiliśmy się, że nie mogliśmy ich odnaleźć siedzących na liściach krzewów lub kwiatów. Gdy trafiliśmy do karmika dla motyli tajemnica znikania została rozwiązana.
Cudowny kamuflaż który nas zwiódł zapewne działa również i na inne zwierzęta. W czasie lotu motyla, intensywnie niebieski kolor jego skrzydeł sprawia, że wydaje się iż jest on cały niebieski. Gdy siedzi i ma złożone skrzydła zamienia się w zupełnie coś innego. Bardziej przypomina korę drzewa i sęki po urwanych gałęziach niż żywe stworzenie. Jego metamorfozę dokładnie widać na tle zielonej podstawki pod talerzem z bananami. Teraz łatwiej było nam znaleźć gdy odpoczywały lub posilały się przed kolejnymi figlami.
Inne gatunki znajdujące się w olbrzymich pomieszczeniach okazały się jeszcze bardziej zuchwałe i ku naszej uciesze siadały wprost na nas. Jeden biały tak polubił p., że nie chciał się od niego odczepić co spowodowało lekkie zakłopotanie bo jak pozbyć się natrętnego motyla gdy inni patrzą. Wydawać by się mogło, że to p. jest główną atrakcją tego miejsca i czułam lekką zazdrość, że to nie ja jestem cała w motylach.
Musiałam wysłać jakiś tajemny sygnał w przestrzeń bo w następnym pomieszczeniu wszystko się zmieniło. Zawarłam tajne przymierze z białym i po chwili ku zdumieniu zwiedzających zostałam królową motyli.
Niepozorne białe motyle pozostaną długo w mej pamięci bo jeden z nich, zapewne negocjator porozumienia, usiadł na obiektywie aparatu i przez długą chwilę byłam na celowniku fotografów znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie.
Po drugiej stronie jeziorka czekała nas kolejna przygoda z fruwającymi stworzeniami którą opiszę w kolejnym poście.

*****
Duże zdjęcia tutaj.

21 komentarzy:

  1. Fajowskie miejsce!!! W naszym zoo niby jest motylarnia, ale to taki malutki bzdet ;)
    Kiedyś byłam w Arboretum koło Sycowa i przeprowadzali chyba jakieś badania z motylami, bo był spory namiot, w którym roiło się od motyli jednego gatunku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miejsce które pokazałam było przestronne i dobrze utrzymane ale jak zwykle jest jakieś ale. Wydaje mi się, że było ich za mało:))))
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  2. Uwielbiam wizyty w insektariach, choć w nich tak bardziej szklarniowo, czyli gorąco jest. Oglądałam te cudne motyle w Singapurze. A w Niemczech w motylarium ich nie było ale i tak było mnóstwo innych i były również widoczne w stadium przed przeobrażeniem,gdy wiszą w kokonach na specjalnych stelażach.
    W Singapurze to były nawet skorpiony w malutkich terrariach.
    To czekam na następne atrakcje;)
    Miłego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj też były pokazane fazy rozwoju ale jej końcowa wersja jest tak różna od poprzednich, że aż trudno uwierzyć, że z takiej poczwary wykluwa się piękny motyl.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  3. Mialam podobnie nieziemskie emocje, kiedy zwiedzalismy motylarnie w Uslar (http://swiattodzungla.blogspot.de/2015/09/baterflaje-szmeterlingi-i-papilony.html) Tyle, ze te nasze nie chcialy na nas siadac :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba twoje motylarium było bogatsze w gatunki albo ja oślepłam zauroczona niebieskimi.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  4. Boszsz, jakie piękne! Nigdy nie byłam w motylarni:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nagły atak motyli pozbawił mnie zdrowego rozsądku i biegałam za nimi jak bym miała sześć lat. Chciałam złapać wszystkie i unieść się do nieba przy pomocy ich skrzydeł.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  5. Motyle piekne i Ty cala w motylach. Nie wiem czy to dla mnie, bo jestem ogolnie bojazliwa do owadow, nic nie zostalo we mnie z dziecka kiedy lapalam, dotykalam, cieszylam sie jak laskocza, na stare lata wpadam w histerie i wydzieram sie jakby mnie ze skory obdzierali kiedy cma wpadnie do domu albo motyl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Motyla w rękę wezmę ale chrabąszcza już nie. Jakoś nie mogę się przyzwyczaić do much i innych niż motyle owadów a węże, skorpiony i pająki są dla mnie niebezpieczne bo przestaję oddychać i wpadam w panikę.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  6. Takie miejsce do dla mnie raj. Mogłabym tam chodzić i chodzić i podziwiać je. Miałam podobne spotkanie z siadającymi na mnie i innych osobach motylami na Wyspie Mainau w Niemczech. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauroczyło mnie to miejsce i ilość motyli gdybym mieszkała bliżej byłabym częstym gościem.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Cuda, cuda, cuda! Najpiękniejsze twory Matki Natury!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne i delikatne jak z krainy czarów po prostu bajeczne.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  8. Wow! Cudowne odprężenie ... właśnie zaczęłam się zastanawiać gdzie mam najbliższą motylarnie ...niestety najbliższa jest 80 km ode mnie w ZOO w Zamościu ;-) ...czuję, że po ostatnich stresach tego mi trzeba
    Mieliście świetną wycieczkę :-)
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto odwiedzić takie miejsce, 80 km to dość daleko ale jeśli tylko będziesz miała taka możliwość to serdecznie polecam. Można zapomnieć o całym świecie chociaż na chwilkę.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  9. Renatko!!! Olśniłaś mnie. potrzebny był mi taki motyli raj gdy ja, na tej samej Ziemi borykam się z wandalami i flejtuchami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie spotkało cię nic przykrego. Motyli raj brzmi bardzo ładnie a my podglądajac motylowy świat właściwie też jesteśmy intruzami.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  10. Oglądając boskość kolorów motylich skrzydeł mam wrażenie, że są to kolejne wcielenia malarzy, poetów… Naprawdę zazdroszczę takich wypraw, też chciałbym zatrzymać w czasie niepowtarzalne zestawienia kolorów. I nowy aparat spisał się! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamięć jest zawodna więc cieszę się bardzo, że mam możliwość uwieczniać moje przygody na blogu. Niby trochę tekstu i parę zdjęć ujętych w jedną całość ułatwia powroty do zdarzeń z przeszłości.
      Do mojego aparatu ciągle się przyzwyczajam a ten który p. miał ze sobą nie zdał egzaminu i jest skazany na nowego właściciela.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  11. Bajkowe stworzonka! Pasujecie do siebie...

    OdpowiedzUsuń