Namówiłam koleżankę do blogowania. Po niedługim czasie Petronela zarzuciła mnie pytaniami i uwagami na temat posiadaczy blogów. Któregoś wieczora wpadła na chwilkę na kawę i pozostała do północy. Kilka godzin upłynęło jak piec minut. Po przywitaniu i zdawkowym co słychać, Petronela przesunęła bezpardonowo mojego laptopa i zaczęła w nim grzebać.
- Hej odczep się, chcesz coś zobaczyć? - Zapytałam w miarę uprzejmie bo nie cierpię jak ktoś posługuje się moim komputerem. Chyba zbyt personalnie traktuje ten sprzęt ale uważam go jako coś prywatnego i bardzo osobistego. Koleżanka wcale się nie przejęła tym co powiedziałam.
- Nie martw się nie będę oglądała twojej męskiej pornografii, chce tylko coś ci pokazać na necie.
- Ja nie mam....- Nie dopuściła mnie do słowa i kontynuowała jakby mnie nie było. Ona nie da sobie przerwać tak łatwo, zastanawiające kiedy łyka ślinę albo bierze oddech.
- Zobacz, na przykład (tu pada nick posiadaczki bloga) wcale nie odpowiada na komentarze, to chyba nie jest OK. - Już chciałam wykorzystać okazje aby coś powiedzieć ale Petronela nie czekała, aż z moich otwierających się ust usłyszy jakiś dźwięk.
- O! A ta łazi wszędzie a nie zostawia komentarzy, tamta pisze wszędzie. - Jeszcze przez chwile opowiadała jak posługując się szpiegami na blogach (tak nazwala "feedjit") wszystko widać kto do kogo wchodzi, itd itp. Jasne jest, ze Petronela przyłożyła się do roboty i początki swego świata blogów potraktowała bardziej naukowo niż emocjonalnie. Mówiła o swych spostrzeżeniach co do szaty graficznej, układu stron i pomysłowości właścicieli blogów. Wiele ciekawych uwag jak na cztery tygodnie po tym jak zaraziłam ja blogiem. Ona nie ma swojej strony, jest na etapie buszowania i czytania. Bardzo dobrze bo po to piszemy aby inni mogli czytać. Sprawa zamieszczania komentarzy jednak zdominowała nasz wieczór. Zamieszczać swoje uwagi czy nie? Za każdym razem jak odwiedzasz jakąś stronę czy od czasu do czasu? Petronela przyznała się, ze nie komentuje bo się boi i nie wie czy jak coś napisze to czy właściciel się nie obrazi. Uważam, ze nie powinien bo skoro pisze bloga i udostępnia go wszystkim to jest gotów na krytykę, obojętne czy będzie to pochwala czy nagana. Wystarczy zrobić to kulturalnie. Wymiana poglądów może tylko pomoc a nie zaszkodzić, samotność w sieci szkodzi.
- Kurcze nie mogę się odczepić od komputera, jak zacznę czytać to awantura gotowa bo zapominam o rodzinie, kuchnia leży odłogiem nie wspominając o praniu czy sprzątaniu. Mało tego zapominam nawet o swoich potrzebach fizjologicznych. W ostatnim momencie lecę do łazienki i nie daj Boże aby była zajęta. Drę się aby natychmiast mnie wpuszczono bez względu na to kto i co tam robi. - Opowiada mi jeszcze, ze rodzina uważa ja za wariatkę i ze internet ja kiedyś cała wciągnie albo dostanie totalnego, nieodwracalnego pomieszania zmysłów. Takie są początki bardzo burzliwe a po pewnym czasie przychodzi opamiętanie i stan równowagi ze wskazaniem na internet. Jednak nie mogłyśmy odczepić się od komentarzy. Czy wypada buszować po blogu dzień po dniu i nie zostawić uwagi co o nim sadze, nie zostawić innego śladu po sobie jak tylko ślad na liczniku odwiedzin albo na "szpiegu"? Czy wy macie jakiś złoty środek?






