1

środa, 7 października 2026

Przed wyprawą

 Znowu miałam przerwę, ale to wcale nie znaczy, że za pięć lat dopiero napiszę kolejny post. Nie, nie, nie!
Przez jakiś czas zupełnie nie wiedziałam, jak zabrać się za odnowienie bloga. Myślałam, myślałam… i oczywiście Ameryki nie odkryłam. Nic szczególnie ciekawego z tego myślenia nie wyniknęło.
Kiedy jednak zbliżyły się wakacje, a właściwie okres wakacyjny, nie wytrzymaliśmy już nerwowo. Ameryka Południowa nam nie wyszła, Ślimak został sprzedany, więc siedzieliśmy w domu, siedzieliśmy… aż w końcu nerwy nam puściły. Postanowiliśmy pojechać na zachód, odwiedzić nasze ukochane miejsca i trochę odetchnąć.
Że Dziki Zachód jest naszym ulubionym miejscem w Ameryce, nie muszę chyba nikomu tłumaczyć. Każdy, kto czytał mojego bloga, albo chociaż pobieżnie go przejrzał, wie, że jesteśmy tym miejscem oczarowani i zafascynowani. Uwielbiamy skały, lasy i wszystko, co kojarzy się z tym prawdziwym, starym, dzikim Zachodem.
Jak zwykle decyzja zapadła zupełnie niespodziewanie.
— Jedziemy?
— Jedziemy.
I tak właśnie zaczęły się przygotowania.
Mięśnie zostały napięte, muskuły poszły w ruch, wygrzebaliśmy nasze turystyczne sprzęty i zabraliśmy się za pakowanie samochodu.
I wtedy okazało się, że nasze auto jest absolutnie nieprzystosowane do podróży! Jest za małe.
A właściwie nie auto było problemem, tylko ilość rzeczy, które postanowiłam ze sobą zabrać. Tyle ciuchów, tyle różnych drobiazgów… że p. zaczął po prostu odkładać na bok rzeczy, które — jego zdaniem — były zupełnie niepotrzebne. 


Okazało się na przykład, że cztery kapelusze wcale nie będą mi potrzebne podczas podróży. Osiemnaście chustek i apaszek również nie było konieczne.
Straciłam głowę.
Wpadłam w popłoch.
Bo przecież w czym ja będę chodzić?!
Pakowanie samochodu zajęło nam całe popołudnie. Powiedzmy, że nawet do zachodu słońca… plus jeszcze dwie, trzy godziny.
Ale najważniejsze, że pod koniec wszystko było dopięte na ostatni guzik.

Wyjazd następnego dnia — postanowiony!

 

 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz