1

środa, 16 maja 2012

Skromnosc

Nie chciałam reklamować sieci szybkiego żarcia ale dobrze, ze się KFC załapało na tym zdjęciu. Jedzenie jest z nami codziennie a walka o konsumenta nie ustaje. Zdjęcie to pochodzi z miasta Lafayette w Indianie i jak można przeczytać na bilbordzie jesteśmy blisko zjazdu nr 172. Właśnie tutaj produkowane są samochody marki Subaru (trzy modele na rynek amerykański) i fabrykę można dostrzec za pasem drzew. Widać tylko same kominy i nic więcej.
Subaru of Indiana Automotive, Inc.
Dosłownie za mile przejeżdżamy obok wizytówki fabryki mieszczącej się zaraz przy samej autostradzie I-65. Biało-beżowa szopa z napisem nie przyciąga wzroku i można określić ją jako szkaradna. Nie ma się czym chwalić. Proponuje ta totalną ohydę rozebrać w czynie społecznym aby nie psuć widoku trawnika. Jak już do tego dojdzie to pojadę i pomogę i grosza nie wezmę.
Przejeżdżałam tą trasą wielokrotnie i za każdym razem zastanawiałam się kto wpadł na taki pomysł aby było aż tak brzydko. Jednak jak widać na zdjęciach, jak się chce to można sknocić wszystko. Ktoś powie, ze fabryka nie musi być ładna ale tutaj akurat trafia się gratka nie lada bo tysiące ludzi przejeżdża obok niej i sądze, ze ładna reklama pomogłaby w sprzedaży samochodów.

piątek, 27 kwietnia 2012

Gruba, brzydka i głupia.

Znana melodyjka i zdjęcie na ekranie telefonu niezbicie udowadniały, ze dzwoni Petronela.
- Nie odbierasz? Już dzwoni drugi raz. - p. nie dal mi szansy na przegapienie telefonu. Nie miałam dzisiaj ochoty na kolejny skandal ale pamiętna s
łow małżonka; "odbieraj telefon bo może akurat teraz ktoś potrzebuje pomocy" zmusiłam się lekko niezadowolona. Przyłożyłam aparat do ucha i zanim zdążyłam powiedzieć sakramentalne "halo" coś zaszumiało i zasyczało. Oderwałam rękę od ucha aby nie ogłuchnąć. Co to mogło być? Znów przybliżyłam telefon.
- Halo, czy to ty? Petronela? - W słuchawce wydawało mi się, ze słyszę zadyszkę astmatyka który wszedł na sam szczyt Mount Everest bez przystanku. Cos gwizdało i świszczało a dodatkowe odgłosy przypominały mi przesuwanie mikrofonu po dywanie.
- Tak. Lec
ę. - I znów podobny zestaw zakłóceń produkowanych chyba przez Petronele, bo telefon mam nowiusieńki i przez trzy tygodnie posiadania go nie miałam najmniejszego problemu z rozmowami, dotkliwie świdrował wnętrze mej czaszki.
- To jak już wylądujesz to zadzwoń bo mam wielkie kłopoty ze zrozumieniem ciebie. Cześć. - Nie jestem masochistka z urodzenia ani z wykształcenia i nie mogłam skazywać się na ciąg dalszy podobnych katuszy.
- Odbiło ci? Biegnę po schodach w sklepie. Jestem umówiona z Anką. - Od razu wyczu
łam delikatne kłamstwo. Po pierwsze nie jestem a byłam umówiona. Pośpiech Petroneli wskazywał na co najmniej półgodzinne spóźnienie. Kobiety zwykle umawiają się o równych godzinach a w szczególnych przypadkach ewentualnie trzydzieści minut po. Piętnaście minut na damskim zegarku jest tak małą jednostką, że jest niezauważalną. Wywnioskowałam, ze Petronela jest pół godziny (jak zwykle) spóźniona.
- Z jaką Anką? Chyba nie chcesz powiedzieć, że z "TĄ" Anką. - Powiedziałam to zbyt donośnie a p. określił mój ton jako wrzask płonącej na stosie czarownicy. W uchu rozbrzmiały słowa których wolałabym nie usłyszeć.
- No z tą która była u mnie przedwczoraj. - Zamarłam w zamyśleniu nad klinicznym zanikiem zdrowego rozsądku u mojej koleżanki.
- Chyba żartujesz, porąbało cie stara wariatko!? - Te miłe słowa wypłynęły z moich ust wartkim potokiem i były jak ambrozja dla moich uszu. Jak Petronela mogła umówić się z Anką po tamtym co zaszło. Nie mogłam sobie wyobrazić, że ślepota niektórych prowadzi ich niechybnie do zguby. Ale może powinnam zacząć od samego początku abyście i wy mogli ustosunkować się do mojej reakcji.

Dwa dni wcześniej.

Zbliżała się szósta trzydzieści i już prawie byłam na progu w drzwiach. Coś mnie trzymało w domu ale nie mogłam się zdecydować w którą stronę mam pójść. Czy do auta czy zawrócić i usiąść na kanapie. Dziecko mam juz dorosłe i pewnie gdzieś pyka marihuanę albo obala kolejny browar nie dbając o zmartwionych rodziców a męża za żadne skarby całej galaktyki nie zmuszę do pojechania ze mną. Głównym i jedynym zarazem powodem była moja koleżanka Petronela. p. nie trawi jej nawet przez pięć minut i nie śmiałam zaproponować mu wyjścia z domu jako moja przyzwoitka. Niechybnie spotkałaby mnie zdecydowana odmowa z całym bukietem wyzwisk wiec wolałam zaoszczędzić sobie całego, znanego mi już cyrku i z ciężkim sercem poszłam jednak w stronę auta. Nic wcześniej nie wiedziałam, ze zmierzam na zlot znajomych mi wiedźm i byłam wdzięczna, ze p. nie pojechał ze mną a Petronele bluźniłam za to, ze nic nie powiedziała o wieczorze plotkarskim. Było ich u Petroneli około dwunastu i zajęłam miejsce na kanapie pomiędzy dwiema. Przyniosłam ze sobą na to spotkanie półtoralitrową butelkę Chianti, wina które lubię ale pije je z umiarem bo ma aż 19,5% alkoholu. Akurat tyle ile drinki przyrządzane za barem. Dostałam kieliszek tego właśnie wina na moje specjalne życzenie bo wole swoje ze względu na to, ze wiem co pije. Nie przepadam za jakimiś winem bez konkretnej nazwy którego smak bardziej przypomina siki pawiana chorego na nerki niż napój bogów. O dziwo, wszystkie z zaproszonych koleżanek przybyły na czas. Wytłumaczyć to można tylko jednym, każda z nas była po prostu spragniona nowinek i od razu rozpoczęłyśmy mielenie ozorami bez pamięci. Wytworzyły się miniaturowe grupki po dwie lub trzy osoby omawiające rożne tematy. Po kilku dosłownie chwilach moja paczka papierosów świeciła pustk
ą bo niepalące damy raptem zamieniły się w kurzące baby. W domu żadna nie zapali bo to nie zdrowo i brzydko wygląda i straszliwie śmierdzi ale gdy mężowie ich nie widza wszystkie zasady umykają na dalekie peryferie rozsądku. No trudno za nieuwagę trzeba było zapłacić ale w aucie zawsze mam dodatkowy zapas nikotyny w białych tutkach. W pokoju odgrodzonym od kuchni bufetem jakby poszarzało ale nikt na to nie zwracał uwagi. Pomimo ogrzewania na maxa i otwartego okna mgiełka dymu dodawała nastroju. Po godzinie wymiany poglądów osoby w grupach wymieniły się i nic nie wskazywało na to, ze o północy będziemy miały dość. Siedziałam pomiędzy Agatą i Weroniką, które były skarbnicą wiedzy na temat kto, z kim i dlaczego. Właśnie omawiałyśmy stosunki małżeńskie Ryśka i Elżbiety gdy do drzwi wejściowych ktoś bardzo energicznie zapukał. Czy byłyśmy zbyt głośno i sąsiad nie wytrzymał? Pewnie tak bo jak może zachowywać się cicho dwanaście bab łaknących nowych sensacji. To nie było pukanie a raczej łomot do drzwi i wszystkie spojrzałyśmy w ich stronę. Rozmowy urwały się natychmiast i każda miała wyraz zaskoczonej nastolatki przyłapanej na pierwszym pocałunku. Same niewiniątka siedziały i stały w oparach wina i dymu. Petronela ruszyła w stronę drzwi bo niestety musiała stawić czoło nieprzewidzianym na dzisiejszy wieczór przeciwnościom. Zanim jednak zrobiła drugi krok drzwi otworzyły się i w nich ukazała się Anka. Ona jest mistrzynią świata w dobrych wejściach, dziś udało jej się ponownie. Weszła do pokoju śledzona wzrokiem wszystkich zebranych. Trochę skłamałam bo najpierw próg przekroczyły jej sztuczne cycki a dopiero za nimi cała reszta Anki. Jak zwykle dekolt miała tak głęboki, ze gdyby się pochyliła przy powitaniu to również sutki przyłączyłyby się do witania się z koleżanką.
- Patrz ona ma brokat, idiotka! - Agata wrzasnęła szeptem prosto do mojego ucha wewnętrznego zupełnie pomijając to zewnętrzne, ze aż skurczyłam się z bólu. Z tej odległości nie widziałam szczegółów ale przekonałam się, ze Agata mia
ła racje gdy wymieniłyśmy z Anka pocałunek policzkami. Jest zgrabna i ładna ale... Jak to mówią mężczyźni; jak jest ładna i zgrabna to rozum jest niepotrzebny. Miała brokat na dekolcie i twarzy. Zupełnie niestosowny na okazje pogaduszek. Wyglądała bardziej karnawałowo niż domowo i od razu spostrzegłam zawistne spojrzenia przyjaciółek utkwione w nowym objecie do plotkowania. Petronela zabrała Ankę za bufet i zaczęły wymieniać poglądy obie naraz nie przerywając jedna drugiej. Pomagało im w tym Chianti wybrane przez przypadek bo było w czym wybierać. Tak, tak kobiety potrafią mieć rozdzielna uwagę a Napoleon to pikuś w porównaniu z nami. Z mojej lewej i prawej strony zaczęły się sądy ostateczne nad Anką a ja poczułam ból szyi bo dawno nie miałam takiej gimnastyki w kręceniu głową o 180 stopni, tylko sowa jest lepsza ode mnie. Nie uroniłam ani jednego słowa a za bufetem, jak to za bufetem rozpoczęło się coś dziać. Petronela z Anką polewały  ostro nie zdając sobie sprawy, ze właśnie dwudziestoprocentowy alkohol najszybciej uderza do głowy. Dosłownie przyssały się do butelki tego zdradliwie mocnego wina jak porzucony osesek wreszcie przystawiony do cycka. Ich podniesione glosy świadczyły o tym, ze już dawno przeholowały. One na sto procent zmierzały do słownego pojedynku który za chwile rozegra się na naszych oczach. Te z nas, które stały bliżej bufetu uważnie przysłuchiwały się słowom wykrzykiwanym pomiędzy kolejnymi łykami wina. Zostało go już tylko trochę na dnie w butelce. Ja niestety w całym tym zgiełku nie wiedziałam o co chodzi. Siedziałam za daleko a piszczące Petroneli i Anki słowa były dla mnie niezrozumiale. Nic straconego dowiem się przecież niechybnie już niedługo. Raptem jak grzmot ryknęła Anka, nie przypuszczałam, ze ma aż tak donośny głos. 
- Jesteś gruba, brzydka i głupia. - Widocznie brakło jej argumentow. Charczała jak wsciekly pies a zamiast piany z ust w stronę Petroneli wystrzeliła fontanna małych kropelek czego żadna z nich nie zauważyła. Anka odwróciła się na piecie, chwycila płaszcz przewieszony na oparciu krzesła i trzasnęła za sobą drzwiami. Ja poczułam ciarki na plecach i odjęło mi zdolność myślenia. Patrzyłam na Petronele czy nie trafi jej szlag. Nie trafił i natychmiast przyczepiła się do najbliżej stojącej Haliny z cudownym uśmiechem na ustach.
Wkrótce wyszłam z tej imprezy zastanawiając się czy oby Anka nie miała racji. Te dwa pierwsze epitety były chybione ale ten trzeci?

sobota, 14 kwietnia 2012

Wiatraki XXI wieku.

Chwila nieuwagi i „dyskoteka” we wstecznym lusterku wlepi ci mandat za co najmniej stówkę dolarów. Co byś nie wymyślił oficer policji już to słyszał i przemilczy głupie wykręty. Jest to bardzo dobre miejsce do „polowania” bo jak tu raptem nie patrzeć na dziwolągi usytuowane obok autostrady. Dookoła same turbiny powietrzne. Taka nazwę wymyślono na współczesne wiatraki które wiatr zamieniają w prąd elektryczny.
Niby to nic dziwnego ale oko samo leci w ich stronę a jest ich po sam horyzont. Nie dość, ze są blisko autostrady to jeszcze rolnicy którzy udostępnili swe pola do budowy elektrowni powietrznej zgodzili się na to aby niektóre wiatraki stały w bezpośrednim sąsiedztwie zabudowań mieszkalnych.
Technologia nie jest skomplikowana i stosowana na całym świecie. Chiny zajmują pierwsze miejsce  pod względem ilości produkowanego prądu z powietrza a na drugim miejscu znaduja się USA. W dzisiejszych czasach wiatraki zyskały wielka popularność i można je zobaczyć w całych stanach. Są wszędzie a najwięcej w Texasie i Iowa.
Wiem, ze zdarzają się wypadki gdy silny wiatr zniszczy łopaty i wtedy katastrofa gotowa. Niejednokrotnie turbiny płonęły i nie są wyposażone w system gaśniczy więc tym bardziej bliskość domostw mnie dziwi i nie chciałabym mieć takiego sąsiada w zasięgu reki przez cały dzień i noc.

niedziela, 1 kwietnia 2012

Finlandia - ciągle na północ.

Flaga Finlandii latwa do zapamietania i rozpoznania.
Przy kolejnej wizycie w tym kraju mieszkaliśmy na skraju miasta. Niech was nazewnictwo nie wyprowadzi w maliny bo ta wioska z kilkoma domami na krzyż nic z miastem nie miała wspólnego. Mieliśmy możność korzystania z sauny nad małym jeziorkiem. Dlaczego nie korzystaliśmy z sauny w domu? Okazało się, ze rodzina naszego gospodarza kiedyś miała tyle ziemi, ze nawet dziś nikt nie może tego ogarnąć. Niech tam będzie, ze ma się tyle, ze nawet nie wiadomo ile. Pomimo swego bogactwa nie płacili dużo swym pracownikom bo ubogie domostwa nie miały sauny. Fin bez sauny wykańcza się przedwcześnie i usycha wiec właściciel ziemski obecnie zwany farmerem dał wsi kawałek ziemi z jeziorkiem i wybudował saunę dla wszystkich. 
Za moich czasów domki we wsi o pardon w mieście wykazywały znamiona luksusu i nikt już nie korzystał z sauny dla plebsu. Jednakże przyzwyczajenie pozostało. Czasami widywaliśmy pojedyncze osoby na plaży. Wygodniej nam było podjechać do wolno stojącego domku i tam oddawać się przyjemnościom sauny niż robić to w domu pełnym domowników. Sprytny gospodarz, przyjechał kiedyś niezapowiedziany aby zobaczyć czy wszystko robimy tak jak trzeba. Zwinęłam się jak ślimak w skorupce aby ukryć swoja nagość. Farmer rozmawiając z nami doglądał czy witki brzozowe są dobrze namoczone, czy woda w kubełku nie jest za ciepła bo robiłaby mało pary gdy wyleje się ja na rozgrzane kamienie itd. Kręciłam się nerwowo bo już była najwyższa pora aby uciec przed ugotowaniem się żywcem. Już bardziej czerwona nie mogłam być czy to ze wstydu czy z upału. Wstałam i skierowałam się do wyjścia i o zgrozo farmer podążył za mną. Nawet na posladkach czułam jego wzrok. Gdy byłam na zewnątrz zatrzymałam się na chwilkę aby odetchnąć i już p. oraz farmer stali na wprost mnie przyglądając się całej mojej gołej piękności. A niech to szlag, pomyślałam, oni się nie krępują a w końcu mają więcej do pokazania niż ja. Jak na to nie patrzeć to golizna jednak mnie szokowała. Nie jestem Finką wychowaną w innej kulturze i przyznam, ze moje początki w saunie nie należały do przyjemnych. Szczytem było zaproszenie na "saunowanie" w akademiku. Rozumię podtekst siedzenia w jednym pomieszczeniu gołych facetów i gołych bab w wieku do wzięcia. Każdy po prostu wybiera sobie potencjalną/ego żonę/męża. Bardzo dobry sposób dla narzeczonych, na zobaczenie przyszłego współmałżonka. No ale powracam do sytuacji przed sauną. Wzięłam głęboki oddech i wdałam się w jakąś intelektualna rozmowę stojąc tak zupełnie "sauté" naprzeciwko dwóch męskich golasów. Wiadomo, ze nie ma obowiązku nagości w saunie i kostium kąpielowy czy ręcznik jest dopuszczalny ale tutaj zostaliśmy zaskoczeni a widać panom to bardzo pasowało. Rozmowa kleiła się jak nigdy w życiu. Każde z nas wręcz brylowało znajomością tematu i po zaznajomieniu się z wyglądem rozmówcy powróciliśmy do środka. Od tego brawurowego wyczynu zaczęły się codzienne wizyty farmera i przestało to nas bawić, czas jechać dalej na północ.
Wcześniej przez myśl nam nie przeszło aby pchać się na sam koniec Europy tym bardziej, ze jest on w kolejnym kraju. Decyzja jednak zapadła i nie ma od niej odwołania.
Moja czerwona kurtkę zostawiliśmy w Tampere u naszej koleżanki. Jak zwykle brakło nam czasu na dokładne spakowanie naszych bagaży. Gdzieś w nieznany sposób kurtka została w mieszkaniu a my pomknęliśmy do Laponii.

Podczas rozmowy telefonicznej zostaliśmy zapewnieni, ze to nic strasznego bo kurtkę powiesi na klamce swych drzwi i jak będziemy wracać do Polski to sobie ja weźmiemy. Pierwsze co przyszło mi do głowy to to, ze nie zrozumiałam ani jednego słowa bo przecież nie mamy klucza do jej mieszkania.
- A klucz? - Przecież jakoś musimy dostać się do środka.
- Kurtka będzie w reklamowce na klamce. Na zewnątrz. Na klatce schodowej. - Teraz zwątpiłam w swe możliwości pojmowania nieznanego. Jak to na klatce schodowej, przecież ukradną. My wracamy za miesiąc albo później. Podziękowałam jej za wspaniale rozwiązanie i w myślach pożegnałam swoja kurtkę na zawsze. Tuula wyjechała na wakacje do swojego domu rodzinnego, który zupełnie nie był w zasięgu naszej trasy. Moja wściekłość prawie przerodziła się w agresje. Wszystkiemu
winien był p. bo jak można nie zauważyć żarówiasto czerwonego ciucha. No jak? Fakt, ze i Tuula wyjeżdżała do domu w tym samym dniu wiec bluzek, spodni i wszystkiego innego były tysiące porozrzucane na łóżku. Przegapiłam raptem tylko jedna rzecz a była okazja aby było ich znacznie więcej. I jak sadzicie, ukradli? Guzik z pętelką, po miesiącu odzyskałam swoja zgubę. Zupełnie dla nas niezrozumiale ale dla Finów oczywiste. Ile jeszcze musimy się nauczyć! 
Już tego samego dnia zimny wieczór dał mi w kość i uświadomił mi moja nierozwagę. Sytuacja dość niewygodna bo jedziemy na daleka północ i brak ciepłej kurtki nie zapowiadał niczego dobrego. Dobrze, ze miałam innych ciuchów pod dostatkiem i w naszych bagażach znalazły się dwa bardzo ciepłe swetry. Pomimo tego, ze nie zamarzłam tej nocy to jednak musiałam wyglądać na niezbyt wypoczętą i taka co spedzila noc pod mostem bo zaznajomiliśmy się z przygodnym człowiekiem który prosił o kilka groszy.
Ledwo pożegnaliśmy naszego nowego przyjaciela, żebraka w bardzo ładnym garniturze ten niecodzienny dzień zesłał nam kolejna niespodziankę. Wychodząc ze sklepiku z pocztówkami bardzo boleśnie zderzyłam się z wchodzącym mężczyzną. To, ze ja byłam wpatrzona w pocztówki to oczywiste ale gdzie miał oczy ten wchodzący. Bardzo uprzejmy gość schylił się w tym samym czasie co ja i tryknęliśmy się głowami jak Japończycy przy powitaniu gdy stoją za blisko. Słowa przeprosin z każdej strony zamieniły się wkrótce w luźną rozmowę. Jej efektem było zaproszenie nas do domu na kolacje, które przyjęliśmy z wielką ochotą.
Namiot rozbiliśmy obok opuszczonego domu mieszkalnego. Ofiarowanego nam przez bardzo miłego, zupełnie nieznanego jeszcze niedawno Fina. Trudno to wszystko opisać w krótkim poście ale okazało się, ze jednak można zaufać obcemu. Nie chce na sile przekonywać was ale czegoś tak spontanicznego nie przeżyłam później ani wcześniej. A co tam raz kozie śmierć. W tym przypadku dwom kozom. Pierwsza byłam ja a druga p. Kolejność w tym przypadku nie ma znaczenia. Juz niezupełnie obcy człowiek dal nam swój stary dom do użytkowania. No skłamałabym twierdząc, ze był stary. Był opuszczony bo właściciel miał nowy w którym mieszkał a ten dla nas sta
ł zupełnie pusty. Może to trudno zrozumieć ale tak było na prawdę. Ktoś mógłby powiedzieć, ze to wodolejstwo ale niby dlaczego miałabym takie rzeczy wymyślać. Och, gdybym mogła tak wymyślać to już na moim koncie miałabym kilka książek. No wszystko wiadomo. Zycie i tak jest bardziej barwne niż najlepsze bajki. Summa summarum staliśmy się właścicielami domu i ogromnego pola truskawek. Rozbiliśmy namiot w bezpośrednim sąsiedztwie domu bo jakoś raźniej nam było mieszkać w namiocie niż w opustoszałej chałupie. Pozostaliśmy tam dwa tygodnie wałęsając się po polach i lasach. Znowu niczyich. Był to środek lata i właśnie tam doceniłam wakacyjne zalety tego północnego kraju. Słonce świeciło od samego rana do północy. Nigdy nie miałam lepszej opalenizny niż właśnie tam. Niech się kryje cała Afryka i Hiszpania ze swymi kurortami. Jakoś nikt nie kojarzy Finlandii z letnimi wakacjami, mam wrażenie, ze niewiele ludzi chce tam pojechać a wielka szkoda. Nawet nie mam pojęcia jak zachwalać ten kraj zrozumiałymi słowami. Jak można opisać bezkres pól i niezgłebionych lasów. To jest raj nad raje. Tak blisko Polski a jednak zupełnie niepopularny pośród rodzimych turystów tłumnie walących do Maroka lub Egiptu.

czwartek, 22 marca 2012

Zachłanność

Przyroda kusi i nęci. Temperatura już drugi tydzień utrzymuje się w zupełnie nienaturalnie wysokich granicach. Pobiliśmy rekord z 1938 roku i wczoraj mieliśmy +31C. Szybko zieleniąca się trawa i malutkie listki na niektórych drzewach stały się przysłowiową kropka nad i zmuszając nas do wypadu nad jezioro. Środa to dzień pracy więc nie spodziewaliśmy się jakichś tłumów na plaży i wyjechaliśmy po 9 rano aby uniknąć tłoku na autostradzie. O 11 rano tylko nasze auto było na parkingu i objęliśmy cały teren we władanie. To nasza pierwsza wizyta w tym roku nad brzegiem jeziora i zwodzona ciepłymi promieniami słońca założyłam nawet kostium kąpielowy. Jezioro Michigan nie słynie z gościnności i woda w nim jest zimna jak w Bałtyku. Latem czasami nie da się wejść do wody ale pomimo tego, ze wiedziałam o znikomej szansie na kąpiel kostium może się przydać np. do opalania. Pierwsze kroki skierowaliśmy prosto w stronę wody i zrzuciwszy sandały w pospiechu zbadaliśmy temperaturę wody stopami.
A! Ale zimna, wytrzymać się nie da nawet przez dłuższą chwile. W kostkach łupało jakby ktoś wrzucił właśnie w tym miejscu kostki lodu. Chyba za wcześnie na kąpiel. Zdecydowanie za wcześnie. Po chwili salwowałam się ucieczka i pozostał nam spacer po suchym piasku w bezpiecznej odległości od wody. Zupełnie zimny wiatr od strony jeziora chłodził nasze ciała i nie było wcale upalnie a powiedziałabym, ze bluza z polaru okazała się bardzo przydatna. Przy samej wodzie mogło być w okolicach 20C.
Przeszło tedy jakieś tornado albo regularne jesienne sztormy połamały drzewa. Przecież Chicago nie bez powodu nosi miano „Wietrznego miasta”. Dookoła widać było jak na dłoni, ze wiosna już jest ale do pełnego jej rozkwitu brakuje przynajmniej miesiąca.
Z opalania tez nici bo jako naturalna blondynka skórę mam białą i zupełnie nieodporna na promienie słońca. Wysmarowana anty-opalaczem kryłam twarz pod daszkiem czapki. Reszta ciała musi się przyzwyczajać do morderczych promieni UV. Z lekka zazdrością podziwiałam dziewczyna siedzącą sobie nad książką. Wystawiła plecy na słońce i ukryta przed wiatrem oddawała się lekturze kolejnego romansu. Zaczytana w książce nawet nie zauważyła, ze być może jej obiekt pożądania minął ja tuz obok.

wtorek, 13 marca 2012

(247365) Amerykański recycling.

Wszyscy wiemy, ze śmieci trzeba pozbywać się i to jak najprędzej i jak najdalej. Są worki na śmieci w domu i śmietniki usytuowane w bezpiecznej odległości od domostw. No może to tylko czysta teoria bo niechlubne wyjątki pokazują, ze śmietniki są bardzo blisko, za blisko, domu i widoki czasami są szokujące.
Nie nam o tym osądzać bo są odpowiednie przepisy regulujące odległości zbędnych domowych i przemysłowych odpadków od miejsca w którym człowiek mógłby się zdrowo i poprawnie rozwijać. Wcale to jednak nie znaczy, ze tych przepisów nie da się ominąć. Oj da, da.  W wielu przypadkach pozbywamy się śmieci na niczyje tereny albo jak nikt nie widzi na teren sąsiada lub znanego nam właściciela. Poszukiwanie byłego posiadacza „brudów” nie zawsze jest możliwe i kończy się znalezieniem go.
Zdjęcie usunięte przez Google
Zdjęcie usunięte przez Google
Zupełnie oczywistym faktem jest, ze picie pod płotem zakończy się pozostawieniem puszek, butelek i plastikowych kubków tam gdzie nimi się posługiwano i o dziwo nikogo to nie dziwi. Do momentu gdy trawy jeszcze nie są wysokie i widać przestępstwo jak na dłoni.
Zdjęcie usunięte przez Google
Niech padnę trupem na miejscu jeżeli powiem, ze w Ameryce nie sprząta się śmieci. Chociaż recycling cięgle jeszcze jest w powijakach (ostatnio w moim śmietniku zlikwidowano pojemniki na szkło i plastik, pozostawiając jedynie te na papier) to jednak mówi się o ochronie środowiska. Mówi się więcej niż robi ale to domena każdej władzy.
Zdjęcie usunięte przez Google
Bywa i tak, ze pozbierane śmieci z okolicy leżą sobie i czekają na lepsze czasy albo na sumiennego pracownika który rozumie prosty fakt, ze zbieranie powinno zakończyć się ich utylizacją.
247365 troszkę się rozmarzył:)
 Dopisek z dnia 5 listopada 2013:
Google lub ci co szpieguja obywateli usuneli z konta Ataner zdjecia ktore nie byly poprawne politycznie. Czy cos to Wam drodzy czytelnicy przypomina?
A moze to tylko "zyczliwi", dbajacy o wizerunek idealnej i zaklamanej Ameryki, ktorzy byli tak oburzeni i dali temu wyraz w komentarzach dolozyli swoje trzy grosze!  

piątek, 2 marca 2012

Wiosna zimą.

Zima i wagi przybywa wraz z centymetrami dodającymi się właśnie tam gdzie nie trzeba. Każde z nas wysiaduje długie wieczorne godziny przed ekranem swojego komputera.
- Jak długo tak jeszcze można. - Zapytałam któregoś wieczora.
- Nie nadążam za twoimi myślami. - Usłyszałam bardzo ładny wykręt.
- Co byś powiedział abyśmy ruszyli nasze osiem liter i pojechali do Wieśki. - Spodziewałam się spontanicznej odpowiedzi ale zostałam zupełnie zaskoczona.
- Kiedy?
- Pojutrze. Mam wolne pod koniec tygodnia i nic nie stoi na przeszkodzie abyśmy wykorzystali ten wolny czas inaczej niż przez ostatnie trzy miesiące. Wrócimy w niedziele, zobaczysz będzie fajnie.

- Do Tampy jest dwadzieścia godzin jazdy, przecież usnę w połowie drogi.
- Nie przejmuj się pomogę ci. - Starałam się złagodzić niedogodności dalekiej podroży.
- W czym? W spaniu czy kierowaniu? - p. najwidoczniej nie był zachwycony moim spontanicznym pomysłem. "Sarkastyczny dziad" pomyślałam sobie ale uśmiech rozświetlił moje lica a wzrok zakochanej nastolatki zapewne poruszyłby nawet olbrzymi
ą skałę. Okazało się, ze poruszył dobre serce p. i zgodził się na wariacki wypad. 
- Zdajesz sobie sprawę z tego, ze to istna harówka a nie przyjemność.
- Dziękuję ci kochanie. - Po opuszczeniu stanu Illinois przywitała nas zupełnie nieśmiała wiosna. W Indianie nie było dużej różnicy ale w Kentucky trawa jakby zieleńsza za to w Tennessee temperatura zmusiła nas do włączenia ochładzania.
Georgię zobaczyliśmy dopiero gdy słońce wstało znad horyzontu i zmusiło nas do przerwy na złapanie oddechu i trochę ruchu aby pozbyć się samowolnego zamykania się oczu. Do Florydy jeszcze tylko sto mil a do celu jakieś pięć godzin, może krócej jak nie będzie tłoku. Dookoła jakoś mało zachęcająco i wcale nie chciało mi się ruszać w stronę ponurego lasu. Nie miałam wyboru bo to przecież mój pomysł i nie mogłam teraz nie pójść na krotki rekonesans. Była to jedyna szansa aby wejść do lasu zanim to uniemożliwią krzewy i klujące pnącza.
Właśnie rozpoczął się ich okres wegetacji a kolorowe kwiaty wydawały się bardzo nie na miejscu pośród jeszcze uśpionych drzew. Ponuro i nieprzyjemnie było w tym lesie. Rozglądając się dookoła znaleźliśmy (prawdopodobnie jedno z wielu) drzewo na którym pnącze odcisnęło swoje piętno. Jak silnie musiało ono oplatać konar drzewa aby tak go zniekształcić. Przyroda jednak, ciągle kryje wiele tajemnic.
Brzydkie to miejsce i myślałam, ze lepszym wyjściem było pozostanie w aucie i krótka piętnastominutowa drzemka. Jednakże nigdy nie wiadomo co w trawie piszczy i po kilkunastu krokach po zeszłorocznych liściach znaleźliśmy skorupę zabłąkanego żółwia. 
Pozostałości po żywym organizmie okazały się wręcz frapujące dla p. Zaczął oglądać skorupę i czułam, ze nie rozstaniemy się z nią wioząc ja na Florydę i z powrotem do domu.
- Musisz to świństwo szczelnie zapakować jak ma jeździć z nami.
- Zrobię z tego super doniczkę, będzie trochę trudno podlewać ale coś wykombinuję. - Pełen zapału p. nadział paskudztwo na kij i ruszyliśmy niestety dalej choć ja nie miałam najmniejszej ochoty przeciskać się przez martwe jeszcze krzewy. Szłam zatem jak potępiona dusza nie rozglądając się dookoła kierując się na plecy zdobywcy. To chyba taka atawistyczna cecha, mężczyzna idzie pierwszy a za nim podąża jego kobieta. Właśnie zaczęłam rozmyślać o tym, ze chłop poluje a baba gotuje gdy z rozmyślań wyrwał mnie ostrzegawczy głos przewodnika.
- Uważaj bo jak tu wpadniesz to już koniec z tobą. - Stanęłam jak Niobe zaklęta w głaz. Powolutku ogarnęłam okolice wzrokiem i dostrzegłam przed nami studnie. Chyba raczej studzienkę kanalizacyjna albo coś podobnego. Ostrożnie zbliżyliśmy się do krawędzi studni i zajrzeliśmy do jej wnętrza. Na małej wysepce utworzonej ze starych liści i wpadającej tam ziemi siedziała żaba skazana na niechybną zagładę.
- Biedna żaba. - Tak zupełnie mimo woli ulitowałam się nad stworzeniem.
- Zejdziesz ja uratować?
- O! Nie nie ma mowy nawet po ciebie nie zeszłabym do tej dziury. - Zagalopowałam się w roztaczaniu wizji dylematu ale najwidoczniej p. był za bardzo zajęty uwieziona żabą aby roztrząsać moja "bezgraniczną" miłość do niego. Pomyliłam się.
- Bo ja do ciebie przez ognie piekielne, najwyższe góry i najgłębsze morza bym podążył. Nie ma takiej przeszkody której bym nie pokonał aby cie chronić. Nawet smoki i czarodzieje ...
- Dla ciebie weszłabym. - Przerwałam jego potok slow zapewniających mnie o jego uczuciu. Kobiecie naprawdę niewiele potrzeba; milion euro na osobistym koncie i kilka razy dziennie zapewnienie o miłości ukochanej osoby. Poczułam się o wiele raźniej i ruszyliśmy w stronę łąki migoczącej pośród drzew i krzewów. Gdy otwarta przestrzeń była kilka kroków od nas uczucie przytłoczenia przez jeszcze śpiący las minęło.
- Jak to dobrze, ze wychodzimy z tego lasu pełnego trupów i zasadzek. To iście diabelski las. - Tam gdzie słońca trochę więcej rośliny już obudziły się z zimowego letargu i radosną zielenią obwieszczały, ze wiosna już w pełni. Przynajmniej tutaj. Zwróciłam twarz w stronę słońca zamykając oczy. Przez chwile zapomniałam o otaczającej mnie zimowo-wiosennej okolicy i ułudne obrazy gorącej plaży i palm wykreowałam jak na zawołanie. Gorący piasek i ciepła woda poludniowego morza omywająca me stopy ...
- Miałaś racje są tu i diabły. Popatrz. - Szum morza i lekki chłodzący wiaterek zniknęły w ciągu ułamka sekundy. Otworzyłam oczy i promienie ledwo co wzeszłego słońca spowodowały chwilową ślepotę odbierając mi zmysł wzroku. Rozejrzałam się dookoła nic nie widzącymi oczami.
- Gdzie? - W diabły nie wierze ale tyle nasłuchałam się o nich w młodości, ze nigdy nie wiadomo. Sa przecież na obrazach i w książkach. Ostrożności nigdy nie za wiele.
- Szły tam gdzie my szliśmy przed chwil
ą. Tutaj są odciski ich kopyt. - Moje oczy powędrowały za utkwionym w jednym punkcie wzrokiem p. Przed nami w mokrej gliniastej ziemi jak na dłoni odciśnięte były ślady diabelskich racic.
Nie zastanawiając się długo chwyciłam pod pachę p. i pociągnęłam go na otwartą przestrzeń tam gdzie diabły nie chadzają. Łąka zupełnie byle jaka ale o wiele przyjemniejsza niż pełen niespodzianek ponury las. 
To dopiero wczesne przedwiośnie ale dokładnie przyglądając się trawie znaleźliśmy dowody na to, ze to już koniec zimy.
Zima nie powiedziała swego ostatniego słowa w tym roku i może okazać się, ze wielu z nas będzie cieszyć swoja duszę białymi krajobrazami dłużej niż chcielibyśmy. Zima też ma swoje uroki o czym zapewniam z głębi serca wraz z autorem poniższego zdjęcia.
Dzięki uprzejmości pana Edwina Krauze