Było sielsko anielsko, trochę gotowania i gadania na Skypie. Cały dzień upłynął na niczym co nie zdarza się w domu. Tutaj gdy nic nie goni i nie stresuje, że do pracy a po pracy kierat domowy, marnotrawienie czasu uznałam za rzecz bardzo miłą.
Jedynie przygotowałam kociołek czyli pachnący gar napełniony samymi smakołykami.
Zamiast ogniska użyliśmy kuchenki indukcyjnej bo z płomieniami u nas nie jest wszystko pod kontrolą. Jak to się odbywało zobaczcie sami na krótkim filmie. Jeszcze nie potrafię przesłać smaku i zapachu na Youtube ale kiedyś może i to się uda. Zapewniam, że jedzenie było smaczne i pożywne pomimo tego, że upichcone na kempingu. Kto wie może właśnie dlatego, że było upichcone na kempingu.
Aby zobaczyć film kliknij na zdjęcie.

































